Azja Korea

Zamach na Kim Jong Nama, czyli co tak naprawdę wiemy?

kimjongnam

W lutym wydarzyło się coś, co niektórzy zapowiadali od lat, jednak dla większości wciąż jest to spore zaskoczenie. Zamach na Kim Jong Nama, najstarszego syna Kim Jong Ila i przez jakiś czas największego wroga reżimu północnokoreańskiego, jest z pewnością tematem, nad którym eksperci będą dyskutować przez kolejne lata. Teoretycznie wiemy na ten temat bardzo dużo, w praktyce jednak tak naprawdę nie wiemy nic. Nie możemy być nawet pewni tego, że za zabójstwem stoi ktoś z Korei Północnej, choć wszystko na to wskazuje.

Gruby miś, któremu odpadło oczko.

Kim Jong Nam urodził się 10 maja 1971 roku w Pjongjangu i był najstarszym synem Kim Jong Ila i jego pierwszej kochanki – Song Hye Rim. Jego matka w latach 60. była dość popularną aktorką, w 1968 roku rozwiodła się z mężem i zaczęła romans z Kim Jong Ilem, synem ówczesnego dyktatora Korei Północnej – Wiecznego Prezydenta Kim Il Sunga. Para ukrywała swój związek przed Wielkim Wodzem, który o narodzinach swojego wnuka dowiedział się dopiero 4 lata po fakcie.

W wieku 11 lat trafił do Moskwy, gdzie podjął naukę w szkole ambasady Francji i dołączył do matki, która przyleciała tam na leczenie kilka miesięcy wcześniej. Następnie przeniósł się do Szwajcarii na studia informatyczne, po czym wrócił do kraju i zaczął polityczną karierę u boku ojca. W 1988 roku został przewodniczącym Narodowego Komitetu Komputerowego, a 7 lat później mianowano go generałem i szefem północnokoreańskiego wywiadu. W 1998 roku objął jedną z najważniejszych funkcji w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, co jeszcze bardziej utwierdziło wszystkich w przekonaniu, że to on będzie następcą Kim Jong Ila i kolejnym dyktatorem KRL-D.

kim-jong-nam2

Przez lata posługiwał się podrobionymi paszportami i imprezował w różnych częściach Azji, lecz szczęście odwróciło się od niego w maju 2001 roku. Wpadł na japońskim lotnisku Narita, gdy wraz z 4-letnim synem i dwiema kobietami próbował dostać się do tokijskiego Disneylandu, posługując się przy tym dominikańskim paszportem na chińskie nazwisko Pang Xiong – gruby miś.

Po kilku dniach został deportowany do Chin, po czym oficjalnie wygnano go z kraju i wyrzucono z kolejki do objęcia władzy po ojcu. Zamieszkał na stałe w Chinach, gdzie żył za pieniądze ojca, który aż do śmierci dotował swoją czarną owcę. Jego następca (Kim Jong Un) wstrzymał przelewy, więc Kim Jong Nam najprawdopodobniej przeszedł pod opiekę Chin.

A może rzucisz okiem też na to? – Lodówka jako pokolenie sukcesu – pokolenie Jangmadang

W 2012 roku wydano jego książkę “Mój ojciec, Kim Jong Il, i ja”, w której m.in. przewidywał upadek reżimu północnokoreańskiego i porażkę rządów Kim Jong Una.

Zamach, którego każdy się spodziewał.

Ale i tak zaskoczył wszystkich. W latach 2006-2012 miały miejsce 3 próby zamachu na jego życie, po ostatniej z nich napisał do swojego przyrodniego brata (Kim Jong Una), by ten darował mu życie. Po tym jakby wszystko ucichło, tak więc mogło się wydawać, że może czarna owca rodziny Kimów jest już bezpieczna.

13 lutego 2017 około godziny 9 Kim Jong Nam oczekiwał na samolot do Makau w terminalu lotniska w Kuala Lumpur, gdy nagle podeszła do niego młoda kobieta i spryskała jego twarz płynem z małej buteleczki, po czym szybko oddaliła się z lotniska. Substancja, którą później zidentyfikowano jako truciznę VX (broń chemiczna działająca na układ krwionośny i nerwowy), zaczęła podrażniać jego twarz i oczy w szybkim tempie. Kim Jong Nam niezwłocznie poinformował pracownicę lotniska o zdarzeniu, która wezwała pogotowie.

Fragment nagrania z monitoringu lotniska w Kuala Lumpur

Kim Jong Nam zmarł w drodze do szpitala, a malezyjska policja od razu rozpoczęła śledztwo. Gdy tylko świat obiegła informacja o udanym zamachu na Kim Jong Nama, wszyscy od razu uznali reżim Kim Jong Una za winny tej zbrodni. Po kilku dniach policji z Kuala Lumpur udało się zatrzymać dwie główne podejrzane – 28-letnią Wietnamkę Đoàn Thị Hương oraz 25-letnią Indonezyjkę Siti Aisyah, której 26-letniego chłopaka zatrzymano kilka dni później.

Kobiety tłumaczyły, że cała ta sytuacja była niewinnym prankiem, który był nagrywany ukrytą kamerą. Nieznajomy mężczyzna miał im zaoferować pieniądze w zamian za psikanie mężczyzn wodą (inne źródła mówią zaś o olejku dla dzieci) i możliwość sfilmowania tego na potrzeby programu. Na początku faktycznie tak było, lecz w buteleczce przeznaczonej dla Kim Jong Nama znalazła się inna substancja, o której Azjatki nie miały pojęcia.

Tę wersję obrony obala jednak monitoring, który zarejestrował atak i pokazał, że kobiety zdecydowanie wiedziały co robiły. Ich zachowanie wskazuje na to, że wiedziały jak mają obchodzić się z trucizną – tuż po ataku unikały kontaktu cielesnego z ofiarą, po czym szybko udały się do toalety umyć ręce, a pojemniki z niebezpieczną substancją trzymały przez materiałowe szmatki – jedna z nich wylądowała na twarzy Kim Jong Nama, co jeszcze wzmocniło atak, ponieważ była nasączona substancją VX i przykleiła się do twarzy.

Po wielotygodniowym śledztwie i kilkunastu podejrzanych, malezyjska policja postanowiła postawić zarzut morderstwa obu podejrzanym kobietom, za co może grozić im nawet kara śmierci – proces ruszył 2 dni temu i prawdopodobnie potrwa jeszcze min. kilka tygodni. Podejrzanych w sprawie było aż 11 osób, niestety większości z nich udało się uciec z Malezji, zaś chłopaka Indonezyjki uznano za niewinnego i niemającego żadnego związku z zamachem na przyrodniego brata dyktatora Korei Północnej.

Czy to na 100% robota Korei Północnej?

Zawsze wtedy, gdy poruszany jest temat Korei Północnej, prawda i pewne informacje schodzą na dalszy plan i czekają na swoją kolej, która może nigdy nie nadejść. Historia tego kraju zna takie przypadki i pewnie jeszcze nieraz spłata nam figla. W tym przypadku możemy być w 95% procentach pewni, że faktycznie za zamachem na Kim Jong Nama stoi jego przyrodni brat, Kim Jong Un.

W zamach na Kim Jong Nama na terenie lotniska w Kuala Lumpur może być zamieszanych min. 8 Koreańczyków z Północy, w tym Ri Yong Chola, który mieszkał w Malezji od 3 lat i pracował w branży IT. Nie udało mu się jednak postawić żadnych zarzutów z powodu braku dowodów na udział w zamachu. Policja poszukiwała również drugiego sekretarza ambasady Korei Północnej w Kuala Lumpur (Hyon Kwang Song) oraz pracownika północnokoreańskich linii lotniczych Air Koryo (Kim Uk Il) – obaj mieli schronić się na terenie ambasady, co uniemożliwiło ich zatrzymanie. Według nieoficjalnych informacji mogli oni stać za organizacją zamachu w Kuala Lumpur na polecenie władz swojego kraju.

Obie oskarżone – 28-letnia Wietnamka Đoàn Thị Hương oraz 25-letnia Indonezyjka Siti Aisyah – zeznały, że do tego “niewinnego pranku” zachęcił je Koreańczyk, którego policja zidentyfikowała jako Ri Ju Yu, obywatela Korei Północnej. Śledczym udało się ustalić, że kobiety kilkukrotnie “trenowały” przed zamachem, tj. robiły podobne pranki m.in. w centrach handlowych również na polecenie Koreańczyka z Północy, który oferował im za to od 50 do 100 dolarów. Kobiety cały czas utrzymują, że naprawdę nie wiedziały co robią i to miał być tylko żart.

Nie masz pomysłu na lekturę? Wylosuj sobie wpis!

Policja przez dłuższy czas próbowała przesłuchać 5 innych Koreańczyków, jednak nie udało im się ich zatrzymać – najprawdopodobniej uciekli do Pjongjangu tuż po zamachu.

Już nie jesteśmy kolegami.

Malezja od lat miała dobre stosunki dyplomatyczne z Koreą Północną, której obywatele nie potrzebowali nawet wiz by tam wyjechać. Po zamachu jednak wszystko się popsuło – na początku rząd Korei Północnej zupełnie nie zainteresował się ofiarą i uznał, że nawet nie ma dowodów na to, że jest to ich obywatel – przy czym i tak zażądali natychmiastowego wydania ciała bez przeprowadzania sekcji zwłok i badań DNA. Później powiedzieli, że mógł to być turysta lub też dyplomata, dopiero po ponad tygodniu (wykonanie badań DNA, które potwierdziły tożsamość Kim Jong Nama) przyznali, że faktycznie mógł to być przyrodni brat Kim Jong Una. Mógł.

6 marca Malezja anulowała ruch bezwizowy z Koreą Północną i nakazała koreańskiemu ambasadorowi opuszczenie kraju w ciągu 48 godzin – to samo polecenie z ust rządu KRL-D usłyszał w Pjongjangu ambasador Malezji.

Po kilku dniach Pjongjang zabronił 9 obywatelom Malezji opuszczenie Korei Północnej, nie podając im przy tym żadnych powodów tego postępowania. Jakiś czas później rząd KRL-D zgodził się na transport ciała zmarłego do kraju, jednak nawet wtedy nie potwierdzili tożsamości Kim Jong Nama. Ciało pod koniec marca zostało przetransportowane z Malezji, przez Chiny, aż do Korei Północnej, a uwięzieni w Pjongjangu Malezyjczycy bezpiecznie wrócili do domów.

4651759641_86c531cddd_b

W ciągu trzech miesięcy stosunki dyplomatyczne Malezji i Korei Północnej uległy bardzo dużemu pogorszeniu i raczej nic nie zapowiada ich poprawy w najbliższej przyszłości. Obie strony wzajemnie oskarżają się o różne rzeczy, Korea Północna ma np. pretensje do strony malezyjskiej o przeprowadzenie sekcji zwłok – rząd w Pjongjangu oczekiwał bowiem wydania ciała od razu, bez żadnych sekcji ani badań DNA. Widocznie chcieli zamieść sprawę pod dywan, ale się nie udało.

Wielka niewiadoma.

Co ciekawe, niektórzy japońscy znajomi Kim Jong Nama są niemal pewni tego, że w zamachu zginął jego sobowtór. Na zdjęciach zamieszczonych w Internecie nie można doszukać się na brzuchu dużego tatuażu, który miał tam od wielu lat. Widocznie usunął, bo badania DNA jasno wskazały na jego tożsamość – drugą próbkę pobrano od jego syna. Chyba, że to też jest ustawione, a my nadal nie znamy prawdy i błądzimy po omacku?

Nie jestem w stanie określić, kiedy poznamy pełną prawdę o zamachu na Kim Jong Nama. Wiemy już bardzo dużo, ale za 5 lub 10 lat może okazać się, że to co wiemy to 20% lub nawet mniej. Na chwilę obecną możemy być prawie pewni, że za zabójstwem stoi Kim Jong Un. Czy obie Azjatki są niewinne i naprawdę wywiad Korei Północnej wykorzystał ich chęć zarobku do wykonania brudnej roboty? A może to też są agentki Północy, które po prostu wpadły w trakcie wykonywania zadania i teraz wymyślają te historyjki?

Jedno wiemy na pewno, w przypadku Korei Północnej nigdy nie można być niczego pewnym.

Zapisz się na newsletter!