Kultura

Jak było na Pyrkonie 2016?

Pyrkon2016

Pyrkonowy weekend zaskoczył mnie już na samym początku. Chciałem po prostu wybrać się na fajną imprezę, wysłuchać kilku prelekcji, obejrzeć bogato wyposażone stoiska i miło spędzić czas. Pomimo pewnych problemów i zmian w programie bawiłem się przednio, ale jednego nie byłem w stanie przewidzieć.

Chodzi o rozmach, z jakim organizatorzy przywitali gości tegorocznego Pyrkonu. Jak było w porównaniu z ubiegłorocznymi edycjami? Więcej, lepiej, ciekawiej.

Pyrkon to festiwal fantastyki, na którym również fani gier, seriali, filmów, książek, Azji znajdą coś dla siebie.

Odwołane prelekcje to nie dramat

Plan na piątek był prosty, 5-6 prelekcji o różnej tematyce przeplatanych spacerem po stoiskach i błąkaniem się bez celu. Okazało się jednak, że los postanowił spłatać mi figla już na samym początku, przez co już pierwsza prelekcja w której chciałem uczestniczyć została odwołana. No cóż, zdarza się. Impreza dopiero się rozkręcała, przez targami nadal czekał tłum ludzi, a całość miała się tak naprawdę zacząć za kilka godzin. Niezniechęcony problemami z panelami i konwentowymi atrakcjami, udałem się na dosyć niszową prelekcję, czyli cosplay w Chorwacji.

pyrkon1

Teraz wiem o wiele więcej o chorwackich konwentach niż.. no, wszyscy inni. Iva Belina z przyjemnością wprowadziła wszystkich 20 słuchaczy w świat chorwackiej fantastyki, cosplayu i popkulturowych konwentów. Szczególnie zapadł mi w pamięć jeden konwent organizowany w Dubrowniku, chorwaccy fani popkultury wszelakiej rozkręcają tam całkiem dobrą imprezę!

Dlaczego cosplay? No cóż, to przecież jedna z wizytówek Pyrkonu. To właśnie wtedy Poznań zamienia się w polską stolicę przebierańców, którzy swoimi strojami cieszą (lub nie) oczy wszystkich uczestników. Pozostając w temacie dałem szansę Shappi, jednej z czołowej polskich cosplayerek. Jej panel pt. Cosplay w Europie raczej zdradza tematykę panelu, który był… taki sobie. Osobiście spodziewałem się czegoś lepszego, ale pewnie wielu było zadowolonych.

Pyrkon tak naprawdę rozpoczął się w piątek po godz. 17, gdy już wszyscy weszli na teren poznańskich targów i paradowali tu i tam. Choć punkt kulminacyjny nastąpił w sobotę, to już wtedy było dobrze. Dużo, kolorowo, wesoło i interesująco. Targowy plac momentami zamieniał się w jedną, wielką kolejkę. Konwentowe hale również zaczęły się wypełniać wszystkim tym, czym się dało – zabawkami, gadżetami, książkami, komiksami, ludźmi i zwierzętami.

No dobra, ludźmi przebranymi za zwierzęta.

Piątkowy wieczór minął mi na dwóch prelekcjach dotyczących rodzimego podwórka, tj. Jak wygląda debiut literacki w Polsce? i Historia lokalizacji gier komputerowych. Oczywiście też w Polsce. Pierwszy panel poprowadziło trzech autorów, którzy wydali swoje książki za pomocą różnych metod – wydawnictwa tradycyjnego, vanity press i selfpublishingu. Opowiedzieli oni ze szczegółami o kulisach rynku wydawniczego w Polsce i wiem jedno – unikajcie vanity jak ognia.

pyrkon-totoro

Obejrzyj, poczuj i przeżyj

Historię lokalizacji gier poprowadził Ryszard “Rysław” Chojnowski, który już 20 lat siedzi w branży. To właśnie on czuwał nad polonizacją Diablo II czy Ace Ventury. Świetny panel z mnóstwem ciekawostek i informacji zza kulis od samego źródła. Kulisy pracy wielu firm growych w Polsce podane w jak najprzyjemniejszej do odbioru formie. Autor prowadzi też kanał na YouTube, gdzie znajdziecie więcej informacji o lokalizacjach growych i o tym, jak z gry Baldur’s Gate: Dark Alliance powstał pierwszy projekt grywalnego Wiedźmina!

12961598_1109182162459012_6665290749902246942_n

Tegoroczny Pyrkon zadbał o to, by poszczególne bloki programowe zachęcały do uczestnictwa w rozmaitych panelach, prelekcjach i pokazach. Ale przecież nie tylko tym żyje przeciętny uczestnik tego typu imprez. Dziesiątki wypchanych po brzegi stoisk, setki poprzebieranych ludzi, tysiące możliwości spędzenia wolnego czasu i integracji z ludźmi. Tym właśnie żyje większość uczestników tego wydarzenia, to możliwość poznania ludzi z drugiego końca Polski (albo i Europy) w ramach dyskusji o ulubionym komiksie Marvela, odcinku Gry o Tron czy wybranej powieści Terrego Pratchetta.

Magia tego miejsca udziela się wszystkim. Bez problemu można więc było natknąć się na ludzi, którzy poznali się ledwo minutę wcześniej, a już dyskutowali w najlepsze o swoich wspólnych zainteresowaniach i pasjach. Wspólnych pogawędek przy piwku nie było końca.

Na konwencie nie zabrakło również strefy gamingowej, gdzie wystawcy zachęcali do testowania swojego najnowszego sprzetu lub gier. E-sportowi kibice mogli za to nacieszyć oczy finałami rozgrywek Fantasy Expo Challenge w League of Legends i Starcraft II bądź też obejrzeć turnieje CS:GO i DOTY 2. Rzuciłem okiem na fragment finałowych meczy LoL-a, ale nie było to zbytnio udane widowisko – widziałem dziesiątki lepszych gier ze strony polskich drużyn. No cóż, bywa i tak.

12936529_1109181642459064_5904001694295795165_n

Warto też wspomnieć o strefie retro, w której prym wiodły klasyki z NES-a i nie tylko. Miło było popatrzeć na ludzi w różnym wieku katujących Super Mario Bros. i Contrę, które również darzę ogromnym sentymentem. Szczególnie zapadł mi w pamięci moment, gdy ojciec tłumaczył synowi jak przejść jeden z poziomów w Contrze – teraz idź dołem, tak będzie łatwiej.

Pyrkon to impreza dla każdego

A właśnie, to nie jest wcale taki rzadki widok. Całe rodziny wpadają na Pyrkon i wspólnie ze swoimi małymi pociechami biorą udział w tym jakże ciekawym wydarzeniu. Starsi ludzie przebrani w różne stroje również się zdarzają, co na początku może zdziwić osoby nieprzyzwyczajone do takiego widoku. Potem to wchodzi w nawyk i zlewa się z otoczeniem tak bardzo, że nic już nie dziwi.

Organizatorzy jeszcze wszystko podliczają, ale zapowiada się na to, że tegoroczna edycja przebiła 40 tysięcy uczestników. Ile będzie za rok, za dwa lata? Czy do 2020 roku przebijemy 50 tysięcy? Pewnie spokojnie, skoro miłośników popkultury wszelakiej przybywa z każdym rokiem. Na Pyrkonie nawet fani chorwackich gier RPG (wszystkich dwóch) znajdą coś dla siebie.

pyrkon

Oczywiście nawet najlepsza impreza nie jest idealna, wpadki i drobne błędy to norma przy organizacji tego typu eventów. Co nie zagrało na Pyrkonie? Przede wszystkim odwołane prelekcje lub zmienione terminy, o których ludzie dowiadywali się często za późno. Zabrakło informacji przez internet (Twitter/FB Pyrkonu), zamiast tego były rozwieszane informacje na żółtych kartkach w budynkach, gdzie dany panel miał się odbyć. Gdy przyszedłem na odwołany panel, było już za późno by wejść na jakiś inny, który mnie zainteresował.

W halach 3 i 3A momentami było bardzo tłoczno, troszkę źle rozplanowano przestrzeń. Tragedii nie było, ale może za rok się poprawią i będzie lepiej. Jeszcze mała uwaga do uczestników, którzy korzystali ze sleep roomu – ludzie, jeżeli zabieracie swoje rzeczy i wracacie do domu, to wypadałoby po sobie posprzątać. W ostatnich godzinach imprezy w hali noclegowej był po prostu ogromny bałagan, walało tam się wszystko – niedojedzone kanapki, puste butelki, opakowania po chipsach i inne śmieci.

Patrząc na Pyrkon 2016 przez pryzmat wszystkich 3 dni widzę świetnie zorganizowaną imprezę z ogromnym potencjałem rozwoju na najbliższe lata. Drobne błędy to norma, więc nie przykuwam do nich aż tak wielkiej uwagi. Liczy się dla mnie to, że organizatorzy potrafią przygotować dla kilkudziesięciu tysięcy osób tak wspaniały weekend, po którym pozostaje tylko z utęsknieniem czekać na kolejną edycję.

Zapisz się na newsletter!