Tech

Xiaomi Ninebot Mini – wrażenia z jazdy i recenzja

Ninebot_Mini_1

Trudna sztuka robienia zakupów polega na tym, że trzeba ruszyć tyłek z łóżka, ogarnąć się na tyle by móc pokazać się ludziom (pani Basia za kasą też się liczy) i nie zapomnieć o makaronie. W teorii prościzna, w praktyce jednak zawsze zapominam o tym ostatnim. Parę dni temu doszła jeszcze jedna rzecz, mianowicie dostosowanie przepisów drogowych do zakupów w Biedronce.

Xiaomi jeszcze nie raz namiesza na światowych rynkach, tego jestem pewien.Fragment z wpisu 'A czy ty znasz już Xiaomi?'
Xiaomi Ninebot Mini przeznaczony jest na rynek chiński, europejskiego Mini Pro jeszcze nie testowałem.

O firmie Xiaomi pisałem już tutaj, a powyższy cytat doskonale oddaje mój obecny nastrój. Czyli wielkie wow, które do tej pory mnie trzyma. Hoverboardy, elektryczne hulajnogi, odrzutowe deskorolki i inne ustrojstwa – jest tego masa i dosyć ciężko się na coś zdecydować. Cena, wykonanie, serwis, wygoda użytkowania, dodatkowe akcesoria i codzienna eksploatacja – dorwać idealny sprzęt to nie lada wyzwanie.

Trzeba też uważać, by się nie nadziać na jakiś bubel. W pewnych przypadkach jakość wykonania to jakiś żart, a często wołają za to jak blogerki modowe za kampanie na Instagramie. Czyli dużo. O ile w przypadku blogerek ma to jeszcze jakiś sens, tak płacić grube tysiące za sprzęt warty 600 złotych to już nieciekawa transakcja.

xiaomi1ninebot

Dane techniczne
Przejazd na 1 ładowaniu Dystans ok. 22 km
Czas ładowania 4h
Pojemność baterii 18650 mAh
Prędkość maksymalna 16 km/h (po przejechaniu 50 km wzrasta do 18 km/h)
Waga urządzenia 12,8 kg
Zdolność pokonywania wzniesień 15°
Nośność 85 kg

Szychy z Xiaomi po raz kolejny wpadły na pomysł, by stworzyć taki produkt, który będzie najlepszy w swoim przedziale cenowym. Po telefonach, tabletach i kamerach przyszła kolej na segwaya, tym razem w kooperacji z firmą Ninebot. Po co tworzyć coś od zera, gdy jest już na rynku gotowy produkt bardzo dobrej jakości i wystarczy go wesprzeć? I tak oto powstał Xiaomi Ninebot – mała, ładna i wygodna maszyna wielozadaniowa. Tylko gofrów nie robi, ale jakby tak dobrze zalać ciastem, to kto wie…

Trzymaj mnie, bo spadnę!

Wiecie co jest najgorsze w Ninebocie? Nauka jazdy. Pierwsze 5-10 minut z tym urządzeniem to katastrofa dla naszego błędnika, który dostaje solidne bęcki i wariuje. Bluźnierstwa leciały co chwilę, gdy nie mogłem utrzymać się dłużej niż 2 sekundy, bo tańczyłem, ślizgałem się i leciałem na wszystkie strony. I tak cały czas, jak tu się nie wkurzyć? Stajesz na desce przymocowanej do kół, żadnego oparcia, uchwytu, niczego. Nawet jeśli Ninebotowy żyroskop jest bardzo dobry i próbuje nam pomóc ze wszystkich sił w tej nowej sytuacji, to mózg i tak wie lepiej. Mózgu, nie wariuj.

Gdy już przestaniesz łapać się znajomego jak ostatniej deski ratunku (ej, bo upadam!) i jako tako opanujesz utrzymanie równowagi stojąc w miejscu, możesz przejść do kolejnego punktu – powolnej oraz ostrożnej jazdy do przodu. Z tym nie ma aż takiego problemu, błędnik już nie wariuje i przechylanie się do przodu daje wymierny efekt. Całość opiera się o prosty mechanizm nacisku na platformę – dociskając palcami przód pojazdu (można sobie również pomagać balansem ciała i nieco się przechylić w kierunku jazdy) wydajesz mu prostą komendę – no, jedź do przodu.

Po chwili śmigasz przed siebie całe 5 km/h, o ile ustawiłeś blokadę korzystając z aplikacji na telefonie – w innym wypadku maksymalne 16 km/h dla początkującego to może być ciut za dużo, a wylądowanie głową na słupie to tylko kwestia czasu (bo skręcać też jeszcze nie umiesz). Tak więc już wiecie, by uważać i lepiej ustawić sobie blokadę prędkości. Co się dzieje, gdy będziecie chcieli ją przekroczyć i zbliżycie się do maksymalnej wartości? Sprzęcik zacznie pikać i podnosić przód pojazdu, starając się zahamować za Was – lepiej mu wtedy pomóżcie i po prostu zwolnijcie (o ile już umiecie) lub chociaż nie przyspieszajcie i… dajcie Ninebotowi załatwić tę sprawę. W innym wypadku przód będzie się cały czas podnosił, a Wy odegniecie się do tyłu jak napięty łuk i będziecie mieli problem – tutaj niestety wiem to z autopsji. Ale nie spadłem! Chyba, w sumie już nie pamiętam.

A jak jeździmy do tyłu i hamujemy? Dociskając piętami tylny panel pojazdu. No, tutaj też trzeba będzie się przełamać i.. przechylić do tyłu wiedząc, że za plecami nie ma żadnego oparcia i wizja spotkania z asfaltem jest realna jak nigdy dotąd. Spokojnie, nie jest aż tak źle – po prostu delikatnie i z wyczuciem. Tylko warto pamiętać o tym, by w jakiś sposób kontrolować to co jest za nami. Lepiej nie wpaść na jakiegoś przechodnia lub wywrócić się na zbyt wysokim krawężniku. Wystarczy delikatnie się odwracać, po kilku próbach idzie załapać o co w tym chodzi.

Ale ja chcę w prawo!

Wrzucić jedynkę już umiemy, cofnąć w razie potrzeby – też. Ale co nam po tym, jak nie potrafimy nic więcej? Do pełnoprawnej jazdy brakuje nam wspomagania kierownicy skręcania. To już jest o wiele łatwiejsze od poprzednich kroków, tylko oczywiście troszkę czasu minie, nim nabierzemy w tym płynności i perfekcji. Pół godziny powinno wystarczyć, może nawet mniej – każdy uczy się swoim tempem. Xiaomi Ninebot Mini ma na środku drążek, który wystarczy przechylić nogą w odpowiednią stronę, by skręcić. Na początku warto przećwiczyć wszystko na sucho, w miejscu. Można spróbować zrobić pełny obrót – stać w miejscu, trzymać równowagę i przechylać lewym kolanem drążek w prawo i zrobić ze dwa pełne obroty. I jeszcze raz, ale w drugą stronę.

Parę takich serii na wyczucie całej mechaniki skręcania (i obranie odpowiedniej pozycji – wskazany jest minimalny wręcz przykuc, taki symboliczny) i można zacząć łączyć puzzle w całość. Swobodna jazda ze skręcaniem, przyspieszaniem, zwalnianiem i całą resztą. Na tym etapie warto też zacząć oswajać się z krawężnikami, naszym ostatnim wrogiem. Większość krawężników nie sprawia żadnych problemów i podjazd jest bardzo prosty, z paroma jednak trzeba dobrze przećwiczyć całą zabawę. Chyba, że mieszkacie w Poznaniu – tutaj niektóre krawężniki są tak monstrualne, że pozostają dwa wyjścia. Pierwszy to próba obejścia problemu, tj. szukacie innej drogi i np. podjeżdżacie na chodnik parę metrów dalej (tam, gdzie jest mniejszy krawężnik lub nie ma go wcale), inna opcja to zejście na sekundę z Ninebota, ręczne przeniesienie go na chodnik i dalsza jazda.

Ninebot-mini

Wszystko to kwestia wyczucia i po prostu własnej praktyki, im częściej i więcej tym lepiej. Podjeżdżając pod krawężnik wypada nieco zwolnić, a tuż przed szarżą na krawężnik delikatnie docisnąć przód (by cała akcja nabrała mocy) i voila – to już, jesteś “na górze”. Oczywiście trzeba być gotowym na to, że ciało może na początku troszkę nie czuć się w tej sytuacji dobrze i nas szarpnie, ale godzinę jazdy później już będzie świetnie. Mały dyskomfort nadal pozostaje (co jest oczywiste – stoimy na jakimś ustrojstwie bez oparcia i jeszcze podbijamy na krawężnik), ale z czasem mózg znowu nauczy się, że jest okej.

Gdy już perfekcyjnie opanujesz wszystkie triki związane z operowaniem Ninebotem, to frajda jest nieziemska. A wtedy to już nic, tylko odpalić maksymalną prędkość i jeździć wszędzie tam, gdzie tylko dusza zapragnie.

Na zakupy do Biedronki? Czemu nie!

No dobra, masz ten cały sprzęt i możesz sobie jeździć bez celu po różnych trasach. Czemu więc nie wykorzystać Xiaomi Ninebota do faktycznego ułatwienia sobie życia? Pojechać nim do pracy, sklepu, na pocztę, gdziekolwiek. Spróbowałem i stwierdzam jedno – zakupy w supermarkecie już nigdy nie będą nudne. I może nawet kiedyś je polubię…

Sprawa jest prosta, wjeżdżasz do Biedronki i robisz zakupy. Wskoczyliśmy ze znajomym kupić parę rzeczy, bo coś trzeba pić i jeść. Już od samego początku wiedziałem, że to jest to. Jazda wcale nie męczy i jest przyjemna, co jest ewenementem w porównaniu z tradycyjnymi zakupami i chodzeniem. W ciągu paru sekund dojeżdżasz do końca alejki, zdejmujesz z półek odpowiednie produkty i wszystko idzie jak po maśle. Kolejny bonus to nawierzchnia – żaden chodnik, przetarty asfalt czy kocie łby i wyboje. Jeździsz po równej powierzchni, wręcz stworzonej do tego typu urządzeń – czułem, że Ninebot zakochał się w tej jeździe i uśmiechał się do mnie w jej trakcie.

I tak sobie jeździsz, wymijasz klientów (“wow, a co to?”) i robisz zakupy. Dwie minuty i już stoisz przy kasie, albo już nawet wychodzisz wyjeżdżasz ze sklepu. Nie wiem jak wygląda sprawa z koszykiem, ale strzelam, że powinno być wystarczająco poręcznie – wpadłem po kilka drobnych rzeczy, więc wygodniej było brać to wszystko w ręce. Końcówka to już drobnostka – utrzymanie równowagi w kolejce (stanie w miejscu/powolne poruszanie się) nie jest w sumie trudne. Miny kasjerek i klientów gdy cofnąłem się po reklamówki z zakupami i potem odjechałem z nimi szybko do wyjścia mówiły jedno – zakupy mogą być fajne.

ninebot-app

A ten trzask wykręcanych szyi, mam nadzieję, że panie kasjerki nic sobie nie zrobiły i nadal są całe i zdrowe. W końcu nie chciałem się popisać (gdybym chciał, to wyglądałoby to zupełnie inaczej) tylko sprawdzić Xiaomi Ninebot w praktyce. Werdykt jest jeden, sprzęt zdecydowanie daje radę i faktycznie może ułatwić pieszą drogę do pracy, szkoły lub sklepu. Dochodzi też oczywiście jazda relaksacyjna po mieście i okolicach, to wciąga!

Nie zapomnij o aplikacji

Posiadacze telefonów z systemem Windows Phone (w tym niestety ja) na chwilę obecną są nieco gorsi i nie mają oficjalnego wsparcia od Xiaomi, czyli aplikacji Ninebot. Ci z iOS i Androidem mogą być w pełni spokojni o ich zabawę z Ninebotem – Chińczycy kochają Was odrobinę bardziej. Możecie się tylko cieszyć, ponieważ aplikacja ta daje naprawdę dużo. Skorzystałem trochę z telefonu znajomego (Android) i faktycznie warto ją mieć zainstalowaną i używać w parze z użytkowaniem pojazdu. Telefon i pojazd łączą się ze sobą za pomocą Bluetooth w ciągu kilku sekund.

ustawienia1

Aplikacja Ninebot – do czego służy?
  • Pozwala na zdalne sterowanie pojazdem (pełnoprawna jazda) z poziomu telefonu, ale tylko wtedy gdy… nikt na nim nie stoi.
  • Daje swobodny dostęp do informacji dot. urządzenia – przejechanego dystansu (ogólny i od ostatniego uruchomienia), wszelkich szczegółów związanych z baterią i cyklami ładowania, temperatury pojazdu itd. Potrafi również oszacować ile km można jeszcze przejechać na danym stanie baterii.
  • Umożliwia ustawienie blokady prędkości 5-6-7-8-9-10 km/h – zalecane dla początkujących.
  • Założenie blokady na Ninebota, włączenie i wyłączenie urządzenia.
  • Ustawienie koloru LED urządzenia (wizualny bajer, ale może ktoś lubi..)
  • Kalibracja czujników urządzenia, ustawienie czułości nacisku (stopy->jazda)
  • Dostęp do sieci społecznościowej innych posiadaczy Ninebota – znalezienie kogoś do wspólnej przejażdżki to nie problem! Można też się wymienić informacjami i zdjęciami z solowych wypadów 😉

social1

Czy czeka nas rewolucja?

Wiecie co? Jestem w stanie sobie wyobrazić, że za 5-10 lat tego typu urządzenia naprawdę zyskają na popularności i widok kogoś jeżdżącego na Ninebocie lub innym, podobnym pojeździe nie będzie nikogo dziwił. Już nawet teraz można znaleźć kilka zastosowań tego sprzętu, a kto wie co jeszcze ludzie wymyślą? Odpowiednie modyfikacje sprzętu i oprogramowania mogą nas pozytywnie zaskoczyć, tak więc warto mieć to na uwadze i przyglądać się całej sprawie. Oczywiście słowa te kieruję do fanów technologii i miłośników nieszablonowego podejścia do codziennego życia, do których po testach Xiaomi Ninebot Mini z przyjemnością się dopisuję.

Xiaomi-ninebot-mini2

Ale dla kogo jest ten sprzęt na chwilę obecną? Tak właściwie jego obecne możliwości są na tyle uniwersalne, że z powodzeniem mógłbym go polecić każdemu – od tak, dla przetestowania. Godzinka nikomu nie zaszkodzi, a kto wie, może nagle pokocha ten sprzęt i zapragnie go mieć? Właśnie, co do aspektu finansowego całego sprzętu – wersja przeze mnie testowana (Xiaomi Ninebot Mini) kosztuje w tej chwili 2400-2700 zł, jednak z jej dostępnością w Polsce może być problem, a nie każdy umie bądź też chce sprowadzać sprzęt z Chin.

Model na rynek europejski (Xiaomi Ninebot Mini Pro), który ma podwyższony drążek, nieco większą baterię i kilka innych kosmetycznych zmian w oficjalnym polskim sklepie Ninebot Polska kosztuje aż 4500 zł. Szczerze wątpię w to, czy ten sprzęt jest warty tej ceny – szczególnie jeśli prawie 2x taniej możemy kupić wersję Mini. Może gdybym przetestował obie wersje mógłbym jasno stwierdzić, czy zaporowa cena 4500 zł może się obronić, na chwilę obecną zupełnie jej nie rozumiem. Tak samo nie rozumiem cen za niektóre segwaye, które potrafią przekroczyć 20 tysięcy złotych – pomimo tej kwoty i tak nie potrafią robić gofrów.

Xiaomi Ninebot Mini przeznaczony jest na rynek chiński, europejskiego Mini Pro jeszcze nie testowałem.

Oczywiście takich zakupów nie należy robić w ciemno, lepiej wcześniej przetestować urządzenie i spróbować jazdy próbnej. W Polsce pewnie byłby z tym problem, ale mogę pomóc mieszkańcom Warszawy i okolic, być może również Poznań się załapie. Mój dobry znajomy ma kilka swoich sztuk i powinien dać się namówić na jazdę próbną – w tym celu napiszcie do mnie na Facebooku lub wyślijcie maila, spróbuję coś załatwić. Warto sobie pojeździć tak o, pół godzinki dla relaksu i nauki jazdy – wrażenia pozostaną na długo!

Zapisz się na newsletter!


  • Symbol

    Ciekawe urządzenie. 😮