Gry

Sześć japońskich gier, w które się grało…

hirosaki-jo-sakura

Polska jesień to koszmar. W trakcie pisania tekstów robię sobie przerwy i spoglądam za okno. Co widzę? Spadające liście, kałuże i jeszcze więcej liści. Do tego jeszcze ta szarość za oknem, przygnębiające. Tak ponura aura oznacza tylko jedno – gry wideo! Ostatnie jesienne wieczory umilała mi rozgrywka z padem w ręku, może też spróbujecie?

Jakoś tak się złożyło, że moje azjatyckie pasje idą w parze z grami. Oczywiście nie zawsze (na szczęście), ale jednak. Zastanawiam się więc, ilu z Was lubi grać w gry? Graliście w dzieciństwie, a może nadal jesteście zapalonymi graczami? Dzisiaj będzie bardziej o dzieciństwie, a konkretniej o grach, w które graliśmy prawie wszyscy.

I co takiego je niby łączy z Azją i Sunori? To, że przyszły do nas z Japonii. Wymienione niżej tytuły i serie dały mi łącznie ponad kilkaset godzin świetnej zabawy. Część z nich do dzisiaj bawi miliony osób na całym świecie, inne niestety odrobinę przygasły. A więc jazda!

TEKKEN


tekken6

Miłośnicy bijatyk nie mieli łatwego wyboru, mnogość przedstawicieli gatunku potrafiła namieszać w głowach. Virtua Fighter, Street Fighter, Mortal Kombat, Tekken – to właśnie te tytuły królowały w tamtych czasach. Tekken (jap. 鉄拳 – Żelazna pięść) to seria, z którą jestem prawie 15 lat. Zaczynałem od fenomenalnej trójki, najlepszej odsłony na pierwszą konsolę PlayStation. Świetna zabawa w pojedynkę jak i większej grupie znajomych – urządzanie osiedlowych turniejów to jest to!

Z Tekkenem konkuruje również Soul Calibur – kolejna japońska seria bijatyk, też od Namco.

Bijatyka od Namco nie kuleje również pod względem fabuły (jak na grę o nawalaniu się po twarzy), a postacie są ciekawe i za szybko się nie nudzą. Jin, Kazuya, Heihachi, Lei, Law, Jack (w wielu postaciach), King i reszta ferajny to ekipa, która będzie ze mną na zawsze. Obecnie gram w Tekken Tag Tournament 2 i bawię się równie znakomicie, co przy piątej odsłonie serii – moim zdaniem najlepszej.

Pac-Man


pac-man

Klasyk przez duże K. Pac-Mana wszyscy znają, wszyscy w niego grali. Sterujemy żółtą kulką i zjadamy białe kulki – niezbyt skomplikowane, nie? Zabawę utrudniają nam cztery duszki: różowy Pinky, niebieski Inky, czerwony Blinky i pomarańczowy Clyde.

Dlaczego Clyde postanowił się wyróżnić i nie ma na końcu -ky? Nie wiem, widocznie taki z niego hipster.

Rekord świata Pac-Mana, który jest nie do pobicia (3 333 360 pkt) ustanowił Billy Mitchell 3 lipca 1999 roku.

Harvest Moon


Harvest-Moon-Desktop-HD-Wallpaper

Nigdy jakoś nie byłem zainteresowany życiem na wsi, ale do Harvest Moona zawsze z chęcią wrócę na godzinkę lub dwie. Potem uświadamiam sobie, że minęło 10 godzin. Ale co mam zrobić, jeśli jeszcze muszę pójść na bazar, sprzedać mleko, potem wrócić i zrobić porządek w spiżarni?

Harvest Moon to seria konsolowych symulatorów rolnika, który w określonym czasie musi z zaniedbanej, małej fermy zrobić duże i dobrze prosperujące gospodarstwo. Gra wciąga jak bagno, doskonała zarówno dla młodszych, jak i starszych. Nadal popularna w Japonii, choć już nie tak, jak kiedyś. Powstały również ciekawe wariacje, np. futurystyczne Innocent Life: A Futuristic Harvest Moon.

No to co, nie trać czasu i leć na targ. Bańki z mlekiem same się nie sprzedadzą.

Final Fantasy


final_fantasy_vii_wallpaper_by_xiuvera

Czołowa seria japońskich RPG (jRPG), po prostu absolutne podium swojego gatunku. Oczywiście obecnie Final Fantasy ma swoje lepsze i gorsze odsłony, ale nam chodzi przecież o przeszłość – a ta była dla Square Enix wyjątkowo udana. Niepodważalną perełką jest siódma część serii, w którą na pierwszym PlayStation zagrywać mogłem się godzinami. Cud, miód i orzeszki.

Miałem to szczęście, że swój pierwszy kontakt z jRPG miałem właśnie z Final Fantasy VII. Właśnie, muszę do niej niedługo wrócić, tak o. Przygody Clouda, Tify, Aeries i całej reszty to historia, obok której nie można przejść obojętnie. Świetna historia, którą zapamiętacie na lata. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom turowej rozgrywki!

Co z innymi odsłonami serii? Różnie, oj różnie. Dobra jest seria “Final Fantasy Tactics”, z głównego kanonu warto też pograć w III część – szczególnie w tę wersję na Nintendo DS.

Silent Hill


silent_hill_wallpaper_by_dragunowx-d5iq3w3

Kurde, co to była za gra. Już w sumie nie pamiętam, jak młody byłem gdy grałem w pierwszą część. Znajomy dostał od wujka kopię tej oto gry i próbowaliśmy ją przejść. Bezskutecznie. Nawet za dnia potrafiła nas przestraszać niemalże na zawał, a co dopiero wtedy, gdy zgasiliśmy światło…

Dziwne i pokręcone losy bohaterów w połączeniu z naprawdę przerażającymi kreaturami – oto właśnie Silent Hill w pigułce. A pamiętacie Piramidogłowego? Albo pielęgniarki? Brr.

Siła Silent Hill leży w budowaniu napięcia i atmosfery grozy. Wiesz, że gdzieś tam coś się czai – ale nie wiesz gdzie. Do tego ta muzyka, ten klimat.. Pierwsza i długa odsłona serii to absolutny must-play dla tych, którzy wcześniej nie zejdą na zawał. I pamiętajcie – przyciemnione światło i gra na słuchawkach to podstawa!

A, jeszcze jedna informacja dla niezorientowanych. Gry te oferują różne zakończenia, które zależą od decyzji podejmowanych w trakcie rozgrywki. Niestety mam pecha – w obu częściach (I & II) trafiłem na te gorsze i smutniejsze. Harry, James – przykro mi.

Pro Evolution Soccer


proevo

Zapewne nawet najwięksi optymiści z Konami nie mogli przewidzieć tego, jak gigantyczny sukces odniesie ich kopanina. Prawie 20 lat temu Shingo Takatsuka, japoński pasjonat piłki nożnej, stworzył grę o piłce nożnej w zupełnie inny sposób. Już wtedy wiedział, że należy postawić na realistyczny system gry i taktykę. Pomysł się przyjął, czego efekty widzimy cały czas.

Mój pierwszy kontakt z serią PES (wtedy jeszcze ISS – International Superstar Soccer) był dosyć bolesny i nudny. Gra była wolniejsza, taka nieprzyjemna w jakimkolwiek aspekcie rozgrywki. Całość nabrała sensu w momencie, gdy zacząłem grać (okej, próbować) taktycznie, a nie tak jak wcześniej – nijak. Japońska seria ma w sobie duszę, wszystko zależy od taktyki i na dobrą sprawę nie da się tutaj niczego przewidzieć ani być pewnym. Prawdziwe piękno sportu.

Wniosek jest prosty. Jeżeli lubisz piłkę nożną, to czasami warto sobie zrobić przerwę od FIFY i spróbować japońskiej alternatywy. Kto wie, może podejdzie Ci jeszcze bardziej? Jeśli nie, to możesz też spróbować innych tutaj wspomnianych gier.

W tym wpisie miało pojawić się jeszcze wiele innych tytułów, ale byłby wtedy zdecydowanie za długi. Spokojnie, bez obaw – wspólnie przerobimy Mario, Pokemony, Zeldę, Resident Evil i całą tę resztę.

Zapisz się na newsletter!


  • sohyunjung1

    Ahh, pograłabym sobie w Tekkena.. 🙂