Korea Kultura

Wydawnictwo z pasją – Kwiaty Orientu

open_book-wallpaper-1280x768

Po raz kolejny się powtarzam, ale choć na chwilę udajmy, że nie. Tematyka azjatycka w Polsce była, jest i będzie niszą. Ma to swoje wady, zalety i wszystko co jest pomiędzy – takie nie wiadomo co. Kiedyś jeszcze łudziłem się, że możliwym jest przebicie się z tym wyżej, dalej. Zarówno do ludzi interesujących się tym choć trochę, jak i tych, dla których Azja to te skośne żółtki, co sprzedają skarpetki dwie ulice dalej. Tam obok mięsnego, tuż za kioskiem Ruchu, wiesz gdzie.

Co teraz? Ja (chyba) zmieniłem troszkę zdanie w tej sprawie i staram się przerobić strategię w drugą stronę, a niektórzy dalej walczą. I wiesz co? Idzie im całkiem dobrze, a pewnie będzie jeszcze lepiej. Właśnie strzelili bramkę i prowadzą, a druga połowa meczu nadal trwa.

korea-jezioro

Założone w 2007 roku wydawnictwo Kwiaty Orientu poznałem dobrych kilka lat temu, gdy w ręce wpadła mi wydana przez nich książka “Dzień z życia pisarza Kubo“. Całkiem przyjemna lektura zaowocowała tym, że później szukałem w Internecie innych publikacji tego wydawnictwa, choć wtedy nie mieli ich jeszcze za wiele. Właściwie to już nawet nie pamiętam, czy było ich więcej jak trzy książki, pewnie nie. Kojarzę jedynie jeszcze “Zaproszenie na kimchi” Leny Świadek, w które również szybko się zaopatrzyłem. No cóż, to były dopiero początki, ale i tak było dobrze. Wydawnictwo mające w planach publikacje dot. Korei? Nowość!

Eksperymenty z niszą trwają cały czas, nawet znam to z autopsji. Nic więc dziwnego, że już w 2010 roku panie z Kwiatów Orientu postanowiły wypłynąć na ogólnoazjatyckie wody, nie zapominając oczywiście o tym, by raz na jakiś czas dobić znowu do koreańskiego brzegu. Mowa tu o pozycji “Koreańczycy, Japończycy, Chińczycy“, która jest małym przewodnikiem po Korei, Chinach i Japonii nie od strony turystycznej, lecz kulturowej i społecznej. Teraz mają tego typu pozycji nieco więcej, a pewnie za jakiś czas znowu wydadzą coś o Azji.

Nie wiesz co poczytać? Wylosuj sobie wpis! – klik

Nie samymi książkami człowiek żyje, dlatego też Kwiaty Orientu zajmują się organizacją warsztatów kulturowo-językowych, na które przychodzą nawet najmłodsze pociechy i bawią się doskonale – przymierzają tradycyjne koreańskie stroje, malują maski lub słuchają bajek. Kiedyś jeszcze mieli portal “Koreański-online”, gdzie można było wykupić lekcje koreańskiego przez Skype, ale chyba coś nie wyszło. Upadło, nie ma, zniknęło.

Nie wiem do jakich odbiorców chcą trafiać, ale wiem na pewno do jakich nie trafiają – lub też trafiają, ale z marnym skutkiem. Mowa tu o fanach tej tematyki, czyli koreańsko-azjatyckiej. Powodów może być kilka, ale najważniejszy to oczywiście publikacje same w sobie. Duża ilość wydanych książek dla dzieci skutecznie zakrywa te przeznaczone dla starszych czytelników. Reklama też jakoś nie dociera tam, gdzie powinna. Chyba, że wcale tego nie chcą?

Tak, tutaj widzę duży problem. Wielu moich znajomych zapoznało się z ich różnymi ich książkami po mojej rekomendacji i… gdyby nie to, pewnie nadal by o nich nie wiedzieli. Nazwa wydawnictwa też była dla nich abstrakcją, a są raczej aktywnymi czytelnikami. Teraz pytanie: co nie działa, czemu zawiodło i jak to naprawić?

W tytule wpisu opisałem Kwiaty Orientu jako wydawnictwo z pasją, ale tak właściwie co to oznacza? Nie trzeba być mistrzem z matematyki by zauważyć, że już od 8 lat wydają książki i.. nadal istnieją. Tak działa pasja – lubią to co robią, kochają to. Na swoim koncie mają już kilkadziesiąt książek i książeczek o Korei i nie tylko, to naprawdę coś. Chwycić się niszy nie jest łatwo, a wytrzymać w niej tak długi okres czasu to godne podziwu zaangażowanie.

Może nie są idealni, słabo stoją z reklamą i nie wykorzystują swoich możliwości i potencjału jaki w nich drzemie, ale są i to się liczy. Teraz eksperymentują z serią “Szkoła Kotów“, która ma być koreańską odpowiedzią na Harrego Pottera. Nie miałem jeszcze okazji jej przeczytać, ale opinie i recenzje w Internecie są całkiem dobre, więc… czemu by nie pójść tym tropem? Wiele osób w różnym wieku miło wspomina tę serię J.K.Rowling, może warto dać im znać, że na polskim rynku jest “Szkoła Kotów“?

Tak samo jest z niektórymi innymi książkami Kwiatów Orientu – wiele osób z chęcią by po nie sięgnęło, gdyby tylko się o nich dowiedziało.

book_glasses_lenses_frames_67559_1920x1080

To są właśnie uroki zajmowania się niszą tematyczną – wyjść do mainstreamu, czy nie? Jak tak, to jak? Jak ich zainteresować, jak zachęcić osoby nie interesujące się Azją do sięgnięcia po nasze książki? Tak, to są pewnie te pytania, które w siedzibie wydawnictwa wracają jak bumerang. Szkoda również tego, że mogliby lepiej docierać do osób interesujących się tą tematyką.

Z książek Kwiatów Orientu polecam: Dzień z życia pisarza Kubo, Nasze szczęśliwe czasy, Imperium świateł.

Tak, tego im właśnie życzę – dotarcia do wielu potencjalnych czytelników, zarówno tych interesujących się Azją, jak i nie mających z nią nic wspólnego.

Mimo swoich uwag i małych uprzedzeń, nadal kibicuję wydawnictwu Kwiaty Orientu i życzę im minimum kolejnych 8 lat na polskim rynku wydawniczym. Może spróbują lepiej dotrzeć do pasjonatów tematyki azjatyckiej? Postawienie na e-booki (których teraz mają strasznie mało) również mogłoby być dobrym pomysłem. Oby najbliższe miesiące i lata wyszły im na dobre jak nigdy.


Zdjęcia: 1, 2, 3

Zapisz się na newsletter!