Wietnam

Legenda o księciu An Tiêm i arbuzach [cz. 1]

Wiadomość na arbuzie wyryta przez Mai An Tiêma

Lubię poznawać nowe azjatyckie legendy i mity, w bardzo prosty sposób pozwalają poznać kulturę danego kraju – nawet najstarsze przypowieści potrafią być nadal aktualne i pasować do obecnych czasów. Są też takie, które są typowo na jeden raz – przeczytać, chwilkę porozmyślać i zapomnieć. I nie, nie są one w żaden sposób gorsze, po prostu są inne.

Dzisiaj chciałbym Wam streścić wietnamską legendę, na którą natrafiłem przypadkiem jakiś czas temu – po prostu motyw arbuza mnie tak zaciekawił, że nie mogłem po nią nie sięgnąć. No, to do lektury!

Drugą część tej legendy znajdziesz tutaj – Legenda o księciu An Tiêm i arbuzach [cz. 2]

Dawno dawno temu, gdy w Wietnamie rządził król Hùng Vương Trzeci, ludziom żyło się naprawdę dobrze. Władza bardzo dbała o swoich obywateli, a lud uwielbiał króla za jego hojność i dobroć. Oczywiście mimo swoich starań, Hùng Vương nie mógł zapewnić szczęścia wszystkim mieszkańcom swojego kraju, lecz nadal było to jego największym marzeniem.

Nie zamykał się w swoim zamku na całe dnie, mając gdzieś przyszłość swoich rodaków – wychodził do ludzi, rozmawiał z nimi i starał się im pomóc jak tylko najlepiej potrafił. Król bardzo chciał mieć kolejnego syna, lecz niestety miał pecha i do tej trafiały mu się same córki.

Setki kilometrów od stolicy kraju (Phong Châu), na jednej z okolicznych wysepek, mieszkał osierocony chłopczyk, którego jedynym zajęciem było przypatrywanie się mężczyznom chodzącym na polowanie. Bardzo chciał do nich dołączyć, jednak nikt się nim nie zainteresował, nikogo on nie obchodził.

Chłopiec był ciekawy świata, samotnie wędrował po okolicy i zdobywał doświadczenie – polował na drobną zwierzynę, wykorzystując przy tym mocno zużytą broń znalezioną gdzieś po drodze. Spał w bardzo prowizorycznych warunkach, jedynie czasami udawało mu się znaleźć gościnę u któregoś z mieszkańców.

W takich oto domkach szukał schronienia młody książę podczas swoich wędrówek w poszukiwaniu szczęścia

W takich oto domkach szukał schronienia młody książę podczas swoich wędrówek w poszukiwaniu szczęścia

I tak sobie wędrował przez wiele tygodni, aż w końcu trafił do stolicy. Gdy spacerował po ulicach miasta, spotkał króla Hùng Vươnga i trochę z nim porozmawiał. Wyznał, że jest sierotą bez domu i wędruje po okolicy, by znaleźć szczęście. Zaskoczył również króla swoją wiedzą na temat polowania i wędrowania, choć przecież nikt nigdy go tego nie nauczył. Chłopak był bystry, oj był.

To samo pomyślał król, widząc w sierocie idealnego kandydata na swojego syna. Zaadoptował więc nowo poznanego chłopca i nazwał go Mai An Tiêm. Nowy syn szybko stał się ulubieńcem króla, który bardzo o niego dbał i wręczał mu wiele prezentów. Gdy podrósł, wielu urzędników przychodziło do młodego księcia po radę, również wstawiał się za nimi u króla, gdy go o to poproszono.

Taki obrót spraw nie spodobał się wszystkim, a już na pewno nie najbliższemu otoczeniu króla. Nie mogli znieść tego, że jakiś obca sierota panoszy się na dworze i ma wielkie szanse na przejęcie władzy po śmierci Hùng Vươnga.

Gdy An Tiêm skończył dwadzieścia lat, król z radością zaaranżował jego małżeństwo z najstarszą córką – księżniczką Co Ba. Para przeprowadziła się do najpiękniejszego pałacu należącego do rodziny królewskiej. Lśniące skarby i kosztowności wypełniały bogato zdobione sale, a bardzo liczna służba czuwała nad tym, by spełniać ich wszystkie zachcianki.

yen-bai-vietnam-22756-1920x1200

An Tiêm pamiętał o tym, skąd pochodził – był synem biednego chłopa, który nie mógł wyżywić rodziny. Nawet największe skarby tego świata nie mogły uleczyć ran, jakich doznał wiele lat wcześniej. Ten cały przepych dosyć go onieśmielał i drażnił, choć oczywiście tego nie okazywał – starał się to ukryć, by nie ranić uczuć króla. Przecież tak wiele mu zawdzięczał..

Tak czy siak, zamiast wielodaniowych posiłków wolał jadać proste potrawy z warzywami i ryżem, od czasu do czasu pozwalając sobie na kawałek mięsa lub ryby. Nosił ubrania z najlepszych tkanin, jednak kategorycznie zabronił umieszczania na nich ozdób i drogich dodatków.

Ranki spędzał na nadzorowaniu prac zamkowych (nierzadko pomagając przy tym służbie, co zaowocowało oburzeniem wielu wścibskich dworzaninów), a wieczorami pracował samotnie w ogrodzie. Swoją postawą kupił serca prostych ludzi, co nie umknęło uwadze króla – widział w nim najlepszego kandydata na swojego następcę.

Niewiele osób wiedziało o tym ogrodzie, lecz było to magiczne miejsce. Mai An Tiêm uprawiał wilgotną, czarną ziemię z taką dbałością, że pomidory zwisały z ogromnych winorośli i rosły jak nigdy dotąd. Słoneczniki podrosły na tyle, że wprost zrównały się z drzewami i skomponowały przepiękny, mieszany las. Marchew z tego ogrodu smakowała tak słodko, że można by ją jadać na deser całymi dniami.

Legenda o arbuzowym księciu w wietnamskich książeczkach dla dzieci

Legenda o arbuzowym księciu w wietnamskich książeczkach dla dzieci

Pewnego dnia Mai An Tiêm i Co Ba urządzili przyjęcie. Storczyki i róże wypełniły cały zamek, a ich kolor i zapach sprawiał, że przybyli goście rozmawiali cały czas tylko o nich. Owoce i warzywa podane w trakcie poczęstunku były bardzo pyszne – wielu zaczęło sądzić, że były importowane wielkimi statkami z dalekich, egzotycznych krain. Tak naprawdę wszystko to pochodziło z ogrodu, o który An Tiêm tak ciężko dbał.

Wszyscy żywo komentowali to przyjęcie, gratulując parze tak wielkiego bogactwa – przecież sprowadzenie takiego wystroju i jedzenia musiało kosztować fortunę. Młody książę odpowiedział im, że bogactwo tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, bowiem tylko praca niesie ze sobą prawdziwe szczęście.

Wśród gości był Hau, biologiczny syn króla Hùng Vươnga – mądry, aczkolwiek bardzo leniwy. Przez długi czas był zazdrosny o przybranego brata, którego ojciec chwalił z byle powodu, tak mu się przynajmniej wydawało. Bardzo chciał, by An Tiêm źle wypadł w oczach króla i stracił swoją pozycję w kolejce do tronu. Gdy ten przemawiał do zgromadzonych gości, Hau opuścił przyjęcie i czym prędzej pobiegł do króla.

yen-bai-vietnam-22756-1920x1200

W pośpiechu opowiedział ojcu, jak to An Tiêm mówi wiele złego o rodzinie królewskiej, dodając przy tym nieco kłamstw. Rycząc ze złości i oburzenia, król natychmiast wysłał wojsko do zamku An Tiêma. Ci wyprosili gości, skonfiskowali wszystkie skarby i kosztowności i rozkazali całej służbie, by wróciła do pałacu króla.

An Tiêm i Co Ba pozostali sami w pustym, ogołoconym zamku. Razem z nimi została dwójka najbardziej zaufanych pomocników, Mo i Man, którzy wybłagali u żołnierzy pozostanie z parą młodą. Królowi to nie wystarczyło, odebranie An Tiêmowi wszystkich dóbr materialnych nie usatysfakcjonowało go do końca.

Postanowił on jeszcze bardziej ukarać swojego przybranego syna , kazał więc żołnierzom, by zesłali młodą parę na bezludną wyspę na Morzu Wschodnim. Mieli im zostawić jedynie nieco ubrań, nóż oraz jedzenie pozwalające przeżyć jedynie miesiąc – miała to być lekcja dla An Tiêma. Spodziewał się bowiem, że zacznie on błagać go o przebaczenie, wtedy żołnierze wróciliby po nich pod koniec miesiąca i przetransportowali do stolicy.

Młodzieniec jednak nie czuł się winny, nie chciał więc za nich przepraszać. Cały czas nie wierzył w to, co się stało. Cały jego majątek został skonfiskowany, a po dotarciu na wyspę nie wypowiedział ani jednego słowa. Gdy żołnierze zbierali się do powrotu, spytali Mai An Tiêma i jego żonę, czy chcą przekazać królowi jakąś wiadomość.

Obraz nawiązujący do legendy o księciu An Tiêm i... arbuzach, rzecz jasna.

Obraz nawiązujący do legendy o księciu An Tiêm i… arbuzach, rzecz jasna.

Ze łzami w oczach, Co Ba kazała przekazać jej ojcu najszczersze życzenia długiego i zdrowego życia. An Tiêm ścisnął dłoń swojej żony i rzekł do żołnierzy “Dziękujemy ojcu za wszystko, co dał nam w przeszłości i przykro nam, że teraz jest na nas zły“. Po chwili dodał cichym, aczkolwiek stanowczym głosem – “Nadal wierzę w to, co powiedziałem o bogactwie. Dwie ręce gotowe do pracy wystarczą, by przynieść ciepło i pełny brzuch“.

Żołnierze wrócili do pałacu. Gdy przekazali królowi słowa jego najstarszej córki, bardzo go to poruszyło. Zaczął się zastanawiać, czy nie ukarał pary młodej zbyt surowo. Lecz gdy usłyszał wiadomość od przybranego syna, przez zęby wycedził – “Jeżeli szydzą z mojego bogactwa, zostaną na wyspie na wieki. Od teraz będziemy zachowywać się tak, jakby oboje nigdy nie istnieli“. Od tej pory wprowadził zakaz wypowiadania imion Co Ba oraz An Tiêm.

Nie chciałem, żeby ten tekst był zbyt długi – dlatego też zapraszam do drugiej części legendy TUTAJ
Zapisz się na newsletter!