Chiny

Jak Charlie Chaplin podbił Chiny?

Jak Charlie Chaplin podbił Chiny?

Kojarzysz Charliego Chaplina? To taka brytyjska sława największego kalibru, ikona kina i ogółem całkiem sympatyczny pan. Większość zna go jako zbzikowanego włóczęgę w meloniku – to jego życiowa rola, którą od podstaw budował przez wiele lat. Facet jak mało kto znał się na kinie, naprawdę ogarniał ten świat.

Charlie swoją grą i pomysłami podbił Wielką Brytanię i USA, o czym pewnie już wiesz. Warto jednak dodać, że równie dobrze odnalazł się w Chinach, zdolniaka jeden.

ŁĄCZY ZACHÓD Z CHINAMI

Charlie Chaplin nie musiał być światowej sławy piłkarzem jak David Beckham, by zostać czasową ikoną Zachodu w Chinach. Nie przybył jak Beck na gotowe, ale budował wszystko od podstaw – a było co robić. Na początku XX wieku kraje zachodnie zdecydowanie nie kojarzyły się Chińczykom pozytywnie, ponieważ wojny opiumowe oraz różne poboczne konflikty tylko pogarszały sytuację. Chaplin chciał więc pokazać Chińczykom, że nie jest żadnym demonem nienawiści, lecz zwykłym – tak jak oni – człowiekiem.

Był idealnym kandydatem do tej roli, ponieważ jako wybitny aktor i reżyser kina niemego nie musiał zupełnie przejmować się barierą językową. Przeskoczył jedną z największych barier, jakie do tej pory odgradzają Chiny od reszty świata – język. Taki mądry facet, potrafił zamienić brak zaawansowanej technologii w swój atut, geniusz.

Po co Chińczykom Charlie Chaplin? W czasach rodzącej się kinematografii ludzie potrzebowali rozrywki, rozbawienia i choćby chwilowego odejścia od trudów życia codziennego. A co byłoby lepsze od gagów i scenek kochanego na całym świecie pana w meloniku? Tak, dokładnie – nic.

Mały włóczęga (Little Tramp – postać kreowana przez Chaplina) bez słów pokonywał okrutne siły współczesnego życia, często strojąc sobie żarty z policjantów, szefów fabryk i całej reszty uosobienia ówczesnego zła. Filmy z udziałem Pana Melonika bawiły Chińczyków tak samo, jak odbiorców w innych stronach świata. Rzeczy uniwersalne są proste, a te najprostsze są najlepsze.

CHAPLINOMANIA

W latach 1919-1924 do Chin trafiło 25 filmów i scenek Charliego Chaplina, ale to było za mało. Popularność Chaplina rosła z miesiąca na miesiąc, potrzebne były nowe melonikowe produkcje, by nasycic chiński głód Chaplina. Chińczycy zdecydowali się więc zadbać o swoje rodzime podwórko filmowe, tworząc własne minifilmy o Chaplinie.

Już w 1922 roku studio filmowe Mingxing nakręciło film pt. “Król komedii odwiedza Szanghaj”, któremu jednak wiele brakowało do ideału. Nie było w nim oczywiście Charliego Chaplina, jednak i na tym polu twórcy spisali się całkiem całkiem. Kompletnie olali propozycję wstawienia w jego miejsce Chińczyka, wybierając do roli Chaplina innego Anglika – Richarda Bella, który to zarabiał na życie wcielając się w rolę Charliego Chaplina w Chinach.

Richard Bell w filmie „Król komedii odwiedza Szanghaj”

Richard Bell w filmie „Król komedii odwiedza Szanghaj”

Ciężko jednak ocenić jakość jego starań w upodobnieniu się do oryginału. Nie wiadomo czy chodził tak jak Charlie Chaplin, czy gładził wąsy tak samo jak oryginalny aktor. Nie był chyba jednak taki zły, ponieważ na fali sławy Bella śladami jego niecodziennej kariery poszły inne osoby – Buster Keaton i Harold Loyd.

BŁĘDY SIĘ ZDARZAJĄ

Naśladowcy Richarda Bella nie należeli jednak do przesadnie mądrych. Gdyby mieli choć trochę oleju w głowie, to może i nawet udałoby im się dalej ciągnąć ten biznes. Harold Loyd (lub ktoś inny piszący mu scenariusze) nie był niestety ekspertem w tematyce Chin, więc wyłożył się na jednej z najprostszych rzeczy.

Odgrywane przez nich scenki miały niezbyt przemyślaną fabułę i przedstawiały Chińczyków nie tak, jakby chcieli tego sami zainteresowani. Mania na Charliego Chaplina trwała w najlepsze, ale Loyd z podejściem filmowym prosto z Hollywood zupełnie nie zauważył, że czasami rzeczy bawiących ludzi w USA lepiej nie pokazywać Chińczykom. I tak oto wyłożyli się zupełnie, kręcąc komedię „Welcome Danger”, w której główne skrzypce grają tchórzliwe głupki i zbiry z Chinatown w San Francisco.

Nieźle się musieli zdziwić, gdy zamiast sławy i wielkiej fortuny ten film przyniósł im groźbę podpalenia całego kina, gdy tylko ich ekipa zawitała do Szanghaju. No Panowie, daliście radę.

Bufony nieznające chińskiej rzeczywistości mogą z tego wynieść dwie lekcje. Jeżeli zagranica nie wyrabia z dostarczeniem jakiegokolwiek towaru do Chin, to Chińczycy od razu stworzą własne produkty go imitujące – to chyba coś, o czym od kilku lat już dobrze wiemy. I nie, nie ma w tym nic złego, choć wielu nadal się będzie burzyć i złościć.

A po drugie? No wiesz, tworzenie filmów skierowanych do Chińczyków i jednoczesne obrażanie ich w tych produkcjach nie jest chyba najlepszym pomysłem. To tak na zaś, porada i złota myśl. Widocznie nie jest to aż tak oczywiste, skoro takich dwóch jednych panów potrafiło się na tym wyłożyć.

DAJCIE NAM CHAPLINA

Następne lata minęły całkiem spokojnie, Chińczycy tworzyli kolejne chińskie produkcje z Richardem Bellem w roli Chaplina i dalej nakręcali szał na brytyjskiego komika. W 1936 roku wydarzyło się to, na co wielu czekało z utęsknieniem – Charlie Chaplin zawitał do Chin. Zanim jednak to się stało, to wizyta musiała zostać dobrze zaplanowana, a sama instrukcja dotycząca pobytu Pana Melonika w Szanghaju jest dość interesująca.

Wizyta Chaplina miała mieć zupełnie inny charakter, brytyjski komik chciał w spokoju spędzić kilka dni w Chinach podczas swojej dłuższej wyprawy po krajach Azji Wschodniej. Wyszło jednak nieco inaczej i jego pobyt w Państwie Środka zamienił się w wielki maraton prasowo-wywiadowy, co dosyć zirytowało głównego zainteresowanego.

charliechaplin

Wieści w Chinach roznosiły się wtedy tak, jak w dzisiejszym Internecie – nic więc dziwnego, że pomimo starań organizatorów o wizycie Chaplina dowiedziało się wielu chińskich dziennikarzy, którzy godzinami wypatrywali jego przybycia w miejscowym porcie. Gdy do Szanghaju przybył statek z brytyjskim komikiem na pokładzie, od razu rzucili się do kajut i szukali, w której z nich jest gwiazda.

Na szczęście jeden z asystentów Chaplina powstrzymał tę inwazję, krzycząc i wymachując rękami odgonił zebrane towarzystwo. Dla mediów bowiem zaplanowano oddzielną konferencję prasową, ale jak widać niektórzy nie potrafili zaczekać na swoją kolej.

Gdy ekipie Charliego udało się rozpędzić oczekujący go w porcie chiński tłum, aktor szybko czmychnął do hotelu Cathay. Właściciel urządził dla niego apartament w prawdziwym angielskim stylu, a kochance komika oddano do dyspozycji cały salon piękności.

KTO JEST TUTAJ GWIAZDĄ?

Wizyta Charliego Chaplina w Chinach była wielkim chaosem organizacyjnym, przez co tak naprawdę nikt nic nie wiedział. Strona chińska troszkę zmieniła swoje oczekiwania względem nietuzinkowego gościa, o czym niestety go nawet nie poinformowali.

Jednym z największych punktów tego wydarzenia było spotkanie komika z Mei Lanfangiem – aktorem opery pekińskiej, który zdobywał popularność na deskach wielu teatrów w Szanghaju jako członek trupy Xiliancheng. Panowie gorąco się wyściskali, pouśmiechali się do siebie, wychwalili swoje dokonania i to w sumie tyle.

Mei Lanfang i Charlie Chaplin

Mei Lanfang i Charlie Chaplin

Chaplinowi nawet nieco nie spodobało się to spotkanie, jego zdaniem Mei starał się za wszelką cenę się wywyższać i jednocześnie umniejszać dokonania brytyjskiego komika, lecz to właśnie on był gwiazdą tej wizyty. A Chińczycy nadal nakręcali aferę o Charliego i domagali się wywiadów i wystąpień, nauka cierpliwości poszła niestety w las.

Po tym dosyć drętwym spotkaniu Chaplin udał się na międzynarodową wystawę sztuki, gdzie Charlie dał się poznać jako zwykły kobieciarz. Wskazywał na młode Chinki piszczące w tłumie, wywoływał je na scenę i strzelał sobie z nimi fotki. Tak po prostu, bo w sumie czemu nie? Powtarzał ciągle, że Chinki są bardzo słodkie, a tak poza tym to bardzo lubi ich kraj i chciałby tu jeszcze kiedyś wpaść.

Chaplin2

Dziennikarze w swoich późniejszych relacjach raczej pomijali jego słabość do płci pięknej, nie chcieli wywoływać kolejnej chaplinowej obsesji. Zależało im jednak na dłuższej rozmowie o relacjach, jakie łączyły go z Paulette Goddard, z którą przybył do Szanghaju. Młodziutka amerykańska aktorka przyciągała uwagę mediów nie gorzej od samego gwiazdora zza oceanu.

NO I KLAPA

Oczekiwana przez wielu konferencja okazała się klapą. Nie pojawiła się na niej pani Goddard, a wszelkie pytania jej dotyczące były przez komika zbywane lub po prostu ignorowane. Gdy jeden z Chińczyków spytał Chaplina co sądzi o chińskim kinie, ten miał naprawdę wielki problem. Poprosił więc o możliwość zrezygnowania z odpowiedzi na to pytanie – uznał, że nie wie jak na to dobrze odpowiedzieć.

Po prostu nic o nim nie wiedział, ale przecież nie mógł tego okazać publicznie – nie był tak głupi, jak niektórzy wcześniej tu opisani.

Charlie Chaplin i Paulette Goddard

Charlie Chaplin i Paulette Goddard

Ok, jednak był. Największą gafę popełnił kilka godzin później, gdy siedząc w chińskiej operze wyszedł kwadrans przez końcem występu i wrócił do hotelu. A Chińczycy nadal go kochali, choć teraz już jakby mniej. Chaplinomania utrzymywała się jeszcze przez kilka lat, a potem skutecznie wygasała. Skutecznie też przyczyniła się do tego rewolucja kulturalna Mao Tse-tunga, choć i bez niej po prostu tracił popularność.

Charlie źle zagrał chińską kartą, nie wykorzystał nawet połowy potencjału swojej sławy w Chinach. Może nie chciał? W sumie nie narzekał na brak pieniędzy, a pięknymi i młodymi Chinkami mógł się otaczać też w USA.

Chaplin na krótko podbił Chiny, dając jego mieszkańcom wiele uśmiechu na twarzy i kilka ciekawych aferek i gaf. Następnie machnął im melonikiem na pożegnanie i wrócił do siebie – tak oto kończy się historia chińskiej przygody jednego z najpopularniejszych aktorów XX wieku.

Zapisz się na newsletter!