Korea Kultura

Wywiad ze Słońcem Narodu – przykra recenzja

The-Interview-Movie-Poster-Wallpaper

O tym filmie od dłuższego czasu jest głośno i będzie jeszcze przez kilka dobrych tygodni. O ile na początku było to normalne dla tego typu produkcji nawiązującej do Korei Północnej, tak później będzie to po prostu jedno wielkie nabijane się z tego filmu.

Dlaczego? Ponieważ to gniot.

Fajna komedia? Nie.

Na początku faktycznie dałem się nabrać, ale to właśnie ta druga strona magii kina. Zwiastuny Wywiadu ze Słońcem Narodu były jeszcze znośne i dawały nadzieję na w miarę dobrą komedię o Korei Północnej.

Dave Skylark to prowadzący najpopularniejszego talkshow w USA, który pewnego dnia otrzymuje propozycję przeprowadzenia wywiadu z dyktatorem Korei Północnej – Kim Jong Unem. Po krótkiej dyskusji ze swoim operatorem Aaronem zgadza się na to i już odlicza dni do wylotu do Pjongjangu.

Zanim jednak to się staje ostro imprezuje, a po jednej z dobrych libacji odwiedza go pewna ładna agentka z CIA. W imieniu całej agencji prosi go o drobną przysługę – zabicie przywódcy Korei Północnej. Przecież nie może być nic prostszego..

O dziwo – zgadzają się. Oczywiście nie od razu, ale jednak. Przechodzą więc bardzo profesjonalne szkolenie, podczas którego wąchają się po tyłkach i próbują zapoznać się z instrukcją używania trucizny przyklejanej na rękę.

I mniej więcej w tym właśnie momencie film zaczyna ostro lecieć w dół, by potem praktycznie tylko 2 razy na krótko odbić się od dna.

O kurczątko, jakie to słabe

Przylot do Pjongjangu to jeszcze całkiem znośny fragment. Nasi nieustraszeni bohaterowie z USA docierają na lotnisko, gdzie są witani niczym największe gwiazdy – co oczywiście bardzo im odpowiada. Zostają zakwaterowani w rezydencji Kim Jong Una z dostępem do wszystkich wygód XXI wieku a potem wszystko zaczyna się walić..

Oczywiście nie dosłownie – kiczowe sceny erotyczne są dopiero pół godziny później.

Nie martw się Kim, będzie dobrze / Ed Araquel, Columbia Pictures

Nie martw się Kim, będzie dobrze / Ed Araquel, Columbia Pictures

Wizerunek Kim Jong Una w tym filmie to naprawdę porażka – dowiedziałem się z niego jedynie tego, że margarita i Katy Perry są dla gejów. A skąd młody Un to wie? Od swojego taty, Wielkiego Wodza Kim Jong Ila.

Całość filmu kręci się wokół Dave’a i jego naiwności względem przedstawianej mu Korei Północnej. Wybitny amerykański showman zostaje najlepszym kumplem Kim Jong Una – razem grają w koszykówkę, chodzą na panienki, jeżdżą czołgiem i ciągle śmieszkują. Młody przywódca totalitarnego kraju manipuluje swoim nowym przyjacielem, mamiąc na go każdym kroku propagandą oraz drogimi prezentami.

Wszystko to jest podane razem z naprawdę prostackim humorem i tekstami, które raczej wielu nie rozśmieszą. No, chyba że ktoś lubi wsadzanie komuś dżojstika do tyłka i kręcenie nim na różne strony – wtedy będzie naprawdę zadowolony.

Ale nie to jest najgorsze.. Wielki kicz zaczyna się pod koniec filmu, czego jednak nie zamierzam do końca zdradzać. Wiem jednak jedno – tak sztucznie zrealizowanych ujęć, naprawdę słabej podrobionej krwi i koszmarnych scen nie widziałem w filmach sprzed 15 lat.

Sony włożyło masę pieniędzy w produkcję tego gniota, a i tak na polu montażowym i reżyserskim wszystko poszło jak krew w piach. A te odgryzane palce, litości..

Co jest gorsze od broni atomowej?

“You know what’s more destructive than a nuclear bomb? Words.” – zdanie wypowiedziane przez Kim Jong Una na krótko przed wywiadem kluczowym dla całego filmu. Oczywiście wcześniej wszystko się zmieniło kilka razy, Dave nieco przejrzał na oczy a jego operator w międzyczasie dobrał się do północnokoreańskiej oficerki bezpieczeństwa i to w sumie kilka razy.

16108968235_eb1d19f0de_o

Ale wiecie co naprawdę jest gorsze od broni atomowej? Ten film. Humor w tym czymś nie odbiega od czołowych polskich komedii z Karolakami i tymi innymi gwiazdami, większość scen jest na poziomie krótkofalówek z Wojny polsko-ruskiej a naprawdę zabawne sceny można policzyć na palcach jednej ręki. Tylko, że wtedy i tak zostanie jeszcze kilka palców wolnych..

Może ja po prostu nie rozumiem tego filmu, a tak na serio to jest świetna produkcja?

No właśnie nie, on naprawdę jest aż tak tragiczny.

Jedyna rzecz, która im wyszła

Coś się jednak udało, ale to i tak kropla w morzu. Spodobała mi się scenografia, bo tutaj naprawdę wiele rzeczy jest świetnie oddanych. Nie tylko te najbardziej charakterystyczne dla Korei Północnej fragmenty, ale też mniejsze uliczki, wystrój koreańskich budynków i cała reszta.

Nie jest idealnie i kilka małych błędów wychwyciłem, ale jednak i tak naprawdę wyszło bardzo dobrze. Szkoda tylko, że muszę ich chwalić za coś co powinno być standardem. O reszcie jednak nie mogę powiedzieć nic dobrego – ten film to chała, gniot, katastrofa i nie wiem co jeszcze.

Jak go w ogóle obejrzałem? Kupiłem go po prostu przez YouTube stąd – usługa ta jest zablokowana dla Polski, jednak odpowiednia wtyczka w przeglądarce załatwia sprawę.

I to już, wielki film którym zachwycał się internetem okazał się być wielką wtopą. Był potencjał, ale ktoś wszystko zepsuł. A szkoda, bo miałem ochotę na coś śmiesznego o Korei Północnej – wyszło jak wyszło.

Tak czy siak, Wywiad ze Słońcem Narodu to najgorzej wydane 20 złotych w moim życiu.


Zdjęcia – 1, 2, 3

Zapisz się na newsletter!


  • 한반도

    Zgadzam się z recenzją – tania produkcja dla taniego widza. Z dużych minusów dodałbym, że częśc aktorów azjatyckich to nie Koreańczycy, druga część to Korańczycy urodzeni w stanach i tak naprawdę żaden z nich nie mówił normalnie po koreańsku. Z drugiej strony nieźle stylizowali (chodź mocno przesadnie) koreański akcent w angielskim. Z plusów oprócz wymienionej w tekście scenografii dodałbym odniesienie do szablonowych wszechobecnych relscji z wizyt w KRLD.

  • Olo

    Ale trzeba przyznać, że promocję film miał bezapelacyjnie najlepszą.