Chiny

13 grudnia w Chinach – masakra nankińska

051-ninjang-memorial

Dzisiaj w Polsce obchodzimy 33. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego na terenach PRL. O tym jednak nie napiszę, ponieważ nie taka jest tematyka bloga Sunori. Będzie więc o wydarzeniu sprzed 77 lat, które na zawsze zmieniło stosunki chińsko-japońskie i do tej pory jest jednym z największych punktów spornych w relacjach obu państw.

Od czego się zaczęło?

Gdy w roku 1931 Japonia zajęła Mandżurię postanowiła utworzyć z niej marionetkowe państwo Mandżukuo, którego władcą został Puyi – ostatni cesarz Chin z dynastii Qing, jednak władzę rzeczywistą posiadały japońskie władze okupacyjne. Jeszcze przed zajęciem Mandżurii w roku 1927 rządząca ówcześnie w Chinach partia Kuomintang przeniosła siedzibę swojego rządu do Nankinu.

Cesarstwo Japońskie dążyło do dalszej ekspansji w tym regionie, a chińscy komuniści rozpoczęli zbrojne powstanie, co doprowadziło do wybuchu wojny domowej pomiędzy rządem Czang Kaj-szeka a komunistyczną partią Mao Tse-tunga.

Japończycy postanowili wykorzystać panujący w Chinach zamęt i dokonać dalszych podbojów na tym terenie.

Iwane Matsui, generał Armii Cesarskiej i dowódca japońskich wojsk interwencyjnych w Chinach

Iwane Matsui, generał Armii Cesarskiej i dowódca japońskich wojsk interwencyjnych w Chinach

Potrzebowali jednak pretekstu do ataku, więc 7 lipca 1937 roku japońskie wojsko zajęło zwrotnicę kolejową w pobliżu Pekinu jako karę za niespełnienie ich żądań i sprowokowali Chińczyków do ataku. To z kolei dało Japonii pretekst do agresji na Chiny i realizację planów podbicia tego terenu.

W tym zdarzeniu miały wziąć udział również oddziały komunistów, którzy liczyli na sprowokowanie konfliktu pomiędzy Kuomintangiem a Japonią – ostatecznie nie zostało to jednak potwierdzone.

Dlaczego Japonia w ogóle zajęła tę zwrotnicę oraz most Marco Polo? Oskarżyli stronę chińską o porwanie jednego z japońskich żołnierzy i przetrzymywanie go w pobliskiej twierdzy Wanping. Chcieli więc wkroczyć tam i przeszukać teren w poszukiwaniu swojego żołnierza, na co kategorycznie nie zgodziła się armia Kuomintangu. Japonia zaczęła więc kawałek po kawałku zajmować sporne tereny, na co Chińczycy odpowiedzieli zdecydowanym ogniem.

Jak się później okazało, ten brakujący japoński żołnierz nie został wcale porwany przez Chińczyków – brakujący szeregowiec po prostu oddalił się od oddziału “za swoją potrzebą” i potem do niego wrócił. Było już jednak za późno na cokolwiek, konflikt rozpoczął się na dobre.

Początek masakry

Kampania, której trwanie japoński szef sztabu Sugiyama Hajime przepowiadał na trzy miesiące, okazała się przedsięwzięciem nadspodziewanie ciężkim. Nowa armia chińska, tworzona przez Czang Kaj-szeka przy pomocy oficerów niemieckich, choć ustępująca znacznie japońskiej pod względem wyszkolenia i uzbrojenia, broniła się ze wszystkich sił.

W Szanghaju wspierani przez mieszkańców żołnierze chińscy stawiali opór przez trzy miesiące, aż do listopada, czyli przez czas, który według Tokio miał wystarczyć do złamania całego ogromnego kraju.

Japońskie wojsko wkracza do Nankinu

Japońskie wojsko wkracza do Nankinu

Ostatecznie miasto padło 11 listopada 1937 roku, a wojska japońskie skierowały się do Nankinu. Tu znajdowała się relikwia narodowa, grób Sun Yat-sena – przywódcy kuomintangowskiej rewolucji. Po upadku długo broniącego się Szanghaju miasto stanęło w obliczu bezpośredniej inwazji. Nadzorujący ewakuację centralnych instytucji, bezcennych skarbów kultury i złota Czang Kaj-szek po długich wahaniach zarządził obronę stolicy, choć jako głównodowodzący nie zamierzał się w niej zamykać.

Na czele garnizonu stanął generał Dang Shengshi, który publicznie zapowiedział, że zwycięży lub zginie, w skierowanym zaś do żołnierzy rozkazie oznajmił, iż “nasza armia musi walczyć tak, by bronić każdego skrawka ziemi. Jeśli ktokolwiek nie wypełni tego rozkazu i się wycofa, zostanie surowo ukarany”. Rzeczywistość wyglądała jednak zupełnie inaczej..

Przez miasto przeciągały stale kolumny pobitych, często zdemoralizowanych wojsk chińskich, którym niełatwo było przywrócić wartość bojową. 7 grudnia miał miejsce silny nalot japoński, informacje o opuszczeniu stolicy przez Czanga (odleciał wraz z żoną 8 grudnia) spotęgowały tylko panikę.

Według niektórych autorów, chińską metropolię opuściła niemal połowa mieszkańców, ale ciągły napływ uchodźców przywrócił dawną liczbę ludności, która sięgała siedmiuset tysięcy.

Dzień 9 grudnia przyniósł deszcz japońskich ulotek, w których generał Iwane Matsui zapowiadał, że będzie “surowy i bezwzględny dla stawiających opór” ale “życzliwy i wspaniałomyślny dla niewalczących oraz dla żołnierzy chińskich, którzy nie podejmą wrogich kroków wobec Japonii”. Kapitulować należało do następnego dnia, inaczej miały zostać “otwarte wrota wszelkim okropnościom wojny”.

Generał Dang formalnie zignorował ultimatum, ale po cichu – wspierany przez obecnych w Nankinie cudzoziemców, którzy chcieli uniknąć oblężenia – starał się wynegocjować rozejm. Zdało się to na nic, przemówiła więc ciężka artyleria i bomby, które do tego stopnia złamały chińskiego dowódcę, że wydał rozkaz odwrotu i w nocy z 11 na 12 grudnia zbiegł na drugi brzeg Yangzi do Pukou, gdzie i tak już wdzierali się Japończycy.

Naloty zniszczyły mosty. W ciemnościach, oświetlonych przez płomienie (w bramie Ichang, będącej główną arterią ewakuacyjną, nastąpiła eksplozja amunicji) rozgrywały się dantejskie sceny.

Sześć tygodni piekła

13 grudnia Japończycy wkroczyli do Nankinu. Rozpoczęła się rzeź jeńców wojennych i ludności cywilnej.

Przez prawie sześć tygodni w mieście grupy zdemoralizowanych i pijanych żołnierzy siały powszechny terror – gwałcili, rabowali i mordowali.

rape_nanking

Japońscy żołnierze urządzali sobie zawody polegające na ścinaniu głów samurajskim mieczem. Dla zabawy podpalali żywcem tysiące ofiar a gdy im się to znudziło, to pozostałą przy życiu ludność cywilną zakopywali żywcem. Japończycy dopuścili się nawet do 80 tysięcy gwałtów. Większość chińskich kobiet stała się przedmiotem brutalnych gwałtów zbiorowych na oczach ich dzieci i mężów. Często wciskano im do ciała kije, bagnety i inne przedmioty.

Nie oszczędzono nawet małych dziewczynek (w wieku 5-13 lat), które po gwałtach palono żywcem lub wysyłano do domów publicznych gdzie dokonywano kolejnych gwałtów. Najgorszy los jednak czekał nastoletnie dziewczęta – te wg. odtajnionych dokumentów były gwałcone nawet po 20 razy w ciągu doby, okaleczano je, kazano jeść odchody żołnierzy, po czym bito je do nieprzytomności, a dopiero następnie “okazywano im łaskę” i wysyłano do domów uciech dla żołnierzy.

nankin

Zdemoralizowane wojsko rewidowało każdego przechodnia, jaki im się nawinął. Kto nie miał żadnych kosztowności lub pieniędzy, był z miejsca zabijany bagnetem lub samurajskim mieczem. Włamania do mieszkań i rabowanie wszystkiego co się da wtopiło się w codzienne wydarzenia. Przypuszcza się, że w okresie masakry nankińskiej życie straciło nawet 400 tysięcy ludzi.

Oficjalnie Japonia nie przeprosiła za zbrodnie popełnione w Chinach w tamtym okresie, niektórzy japońscy eksperci starali się też np. manipulować danymi nt. masakry, sprowadzając tym samym liczbę ofiar do kilkunastu tysięcy.

Generał Iwane Matsui wjeżdża do Nankinu

Generał Iwane Matsui wjeżdża do Nankinu

Po kapitulacji Japonii w II wojnie światowej Iwane Matsui ponoszący odpowiedzialność za masakrę nankińską został postawiony przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym dla Dalekiego Wschodu. Oskarżono go o zbrodnię wojenną oraz niepodjęcie żadnych kroków zmierzających do powstrzymania rzezi cywilów i jeńców wojennych w Nankinie. Matsui jako triumfator wjechał do Nankinu 17 grudnia i pozostał tam przez ok. 5-7 dni.

Przez ten czas wiedział o zbrodniach dokonywanych przez jego żołnierzy i nic z tym nie zrobił, pozwalając tym samym na dalsze ludobójstwo. Został uznany za winnego zbrodni i skazany na powieszenie, wyrok wykonano w tokijskim więzieniu Sugamo – w chwili śmierci miał 70 lat.

Zapisz się na newsletter!


  • Ciężko się czyta o takich zbrodniach. Rozumiem, że to czas wojny i nie można być pobłażliwym dla przeciwników, ale okrucieństwo Japończyków było straszne.
    Jak dobrze pamiętam Japonia prowadziła też szereg eksperymentów na Chińczyków i sprawdzali na nich różne typy broni.

    • Tak, mówisz o grupach typu Jednostka 731 – faktycznie straszne rzeczy. Hitlerowskie obozy to przy nich pikuś… I pomyśleć, że 60 lat po takich wydarzeniach Japonia zachwyca się rysowanymi cyckami, pierdołami i Hello Kitty.