Chiny Japonia Korea Kultura Wietnam

6 azjatyckich filmów, które warto obejrzeć w Sylwestra

theplanman

Jeżeli narzekasz na nadmiar wolnego czasu i chcesz stracić kolejne minuty na oglądaniu filmów – ten wpis jest dla ciebie. Końcówka roku to idealna pora na nadrobienie wielu zaległości filmowo-książkowych niekoniecznie z 2014 roku.

Osobiście nie mam zbyt wiele czasu na masowe oglądanie filmów (bo seriale to inna sprawa – na nie zawsze znajdę czas i ochotę), tak więc co 3-4 miesiące nadrabiam dużo tytułów i nietrudno będzie się domyślić, że wiele z tych filmów będzie z Azji.

Dzisiaj więc zarzucę spamem kilku azjatyckich filmów, które zasługują na danie im szansy. No, większość z nich. Doskonale sprawdzą się też w Sylwestra, o ile oczywiście dobrze dopasujesz dany tytuł do swojego gustu filmowego.


BATTLE ROYALE

Ten film to zdecydowanie klasyk japońskiego kina XXI wieku, choć nie wiem czy to aż tak dobrze o nim świadczy. Jest to dosyć pokrętnie napisany thriller na podstawie bestsellerowej powieści Koushuna Takami. Film opowiada o przyszłości, w której co roku losowana jest jedna klasa udająca się na wycieczkę. W trakcie podróży zostają oni uśpieni i porwani, a następnie umieszczeni na bezludnej wyspie z jednym zadaniem – przetrwać.

Wielu z nich ma dodatkowego pecha – niektórzy dostają kusze oraz broń, innym zaś pozostaje metalowa pokrywka od garnka, i jak tu się bronić? Na szyjach mają zamocowane opaski z ładunkami wybuchowymi, które eksplodują gdy po 3 dniach tej chorej gry przy życiu pozostanie więcej niż jedna osoba.

Mocne kino dla dorosłych, które pomimo wstępnego kiczu naprawdę dobrze się broni. No i ten, tylko Japończycy mogli wpaść na pomysł czegoś tak absurdalnego.

Podane zwiastuny polecam przełączyć na HD, ponieważ domyślnie odtwarzają się w 480p i wyglądają znacznie gorzej.


THE PLAN MAN

Typowa koreańska komedia, choć z całkiem ciekawym pomysłem na głównego bohatera. Cichy i wstydliwy facet wiedzie życie największego pedanta jakiego można sobie wyobrazić – planuje co do sekundy pobyt w toalecie, nigdy nie dotyka zwierząt (bo są brudne), używa kilku odświeżaczy powietrza na raz i przechodzi przez ulicę tylko w określonym odstępie czasu od zapalenia sygnalizacji świetlnej.

Zakochuje się w skromnej ekspedientce, która może choć trochę do niego pasować – nie jest jednak aż tak zwariowana jak on, po prostu lubi zadbać o siebie i otoczenie, w którym przebywa. Niestety nasz zwariowany Koreańczyk nie ma szczęścia i w tym samym sklepie wpada na rozrywkową bałaganiarę, w której zaczyna się podkochiwać.

The Plan Man to dobra komedia na raz, warto obejrzeć i wynieść z tego jakąś lekcję – ja np. wiem, że nigdy nie zostanę takim pedancikiem. Choć w sumie nigdy nie zamierzałem, więc żadna strata. Ale biurko to oczywiście mam zamiar niedługo sprzątnąć, lecz sam nie wiem kiedy..


The Admiral: Roaring Currents

Koreański admirał Yi Sun Sin to legenda i wielki bohater narodowy, o którym dokładnie napisałem tutaj. Świetny strateg, który uratował swój kraj przed japońską inwazją pokonując ich w bitwie morskiej pod Myeongnyang. Mając do dyspozycji jedynie 13 okrętów bojowych pokonał flotę przeciwnika wyposażoną w ponad 100 jednostek wojennych i ponad 300 jednostek logistycznych.

Film ten bardzo dobrze ukazuje losy tej postaci, która podczas swojej kariery była przez wielu krytykowana – zazdrośnicy z koreańskiej armii jak najmocniej chcieli mu zaszkodzić z byle powodu. Świetnie nakręcone sceny bitewne oraz miła dla ucha oprawa dźwiękowa to kolejne powody, dla których warto obejrzeć ten film.

Mam nadzieję, że kiedyś z takim rozmachem i pomysłem ktoś nakręci jakiś film o jakimś polskim bohaterze wojennym. Taki z prawdziwego zdarzenia, a nie taki z wciskaniem ciągle tych samych aktorów do każdego “wielkiego dzieła”.


YIP MAN

Film obowiązkowy dla wszystkich tych, którzy interesują się azjatyckimi sztukami walki. Yip Man to legendarny chiński mistrz kung fu, który przez wiele lat uczył m.in. Bruce’a Lee. Film ten opowiada o jego życiu przed oraz w trakcie japońskiej okupacji kraju.

Nie jest to idealne kino akcji, ale raczej warto obejrzeć Yip Mana. Dobre sceny walki oraz ciekawa lekcja historii doprawiona ciekawostkami z życia jednego z największych mistrzów sztuk walki – polecam.


Ruchomy zamek Hauru


Przepraszam za anglojęzyczny trailer.

To jest dopiero klasyk, klasyk przez duże K. Jeden z czołowych filmów Hayao Miyazakiego, legendy japońskiej animacji. Wielu uważa, że tworzył on tylko jakieś bajeczki dla dzieci – nic bardziej mylnego. Jego filmy to bajki dla każdego, są ponadczasowe i nikt się na nich nie zawiedzie.

Ruchomy zamek Hauru opowiada o losach osiemnastoletniej Sophie, która pracuje w sklepie z kapeluszami należącym do jej zmarłego ojca. Pewnego dnia idzie na malutki spacer do miasta, gdzie spotyka dwóch natarczywych żołnierzy chcących zaprosić ją na randkę. Czarnoksiężnik Hauru w porę zjawia się tuż obok niej i ratuje ją od nudnego siedzenia z niezbyt interesującymi jegomościami.

Wieczorem tego samego dnia w sklepie z kapeluszami zjawia się podejrzana wiedźma, która zmienia ją w 90-letnią staruszkę. Z rozpaczy ucieka na pustkowie, gdzie napotyka dziwny, latający zamek. Zatrudnia się tam jako sprzątaczka, a zamieszkujący go demon składa jej dziwną propozycję.

Więcej nie mam zamiaru spoilerować, bo po prostu nie wypada. To trzeba po prostu zobaczyć, najlepiej jeszcze dziś.


SAIGON ELECTRIC

Saigon Electric to film, który zrecenzowałem na blogu w lipcu bieżącego roku – klik. Można go po prostu nazwać wietnamskim klonem filmu Step Up 2 z nieco zmienioną fabułą, tak po prostu jest i osobiście nie narzekam.

Mamy więc skromną dziewczynę, która przyjeżdża ze wsi do wielkiego miasta – Sajgonu. Zamierza zdawać do szkoły tanecznej, niestety jej taniec ze wstążką nie udał się tak, jakby tego chciała. Zatrudnia się w pewnej knajpce, gdzie poznaje Kim – zbuntowaną tancerkę ekipy Saigon Fresh, która chce wygrać wietnamski finał konkursu tanecznego Samsung Challenge.

Taniec jest tutaj jednak tylko ciekawym dodatkiem, ponieważ fabuła broni się sama i nie kuleje.
Warto poznać losy Mai, Kim oraz wiecznie zrzędliwego dziadka wynajmującego im mieszkanie. To naprawdę fajne osoby, a film jest naprawdę lekki i trafnie obrazuje wietnamskie dążenia do własnego vietnamese dream.


Te filmy z pewnością warto obejrzeć, każdy znajdzie coś dla siebie. Idealne na każdą porę, niestety takich typowo świątecznych nie mogłem znaleźć lub o nich po prostu zapomniałem.

Jeżeli ktoś ma swoje własne propozycje, to śmiało można je gdzieś podać – na FB, na Twitterze lub po prostu w komentarzu pod tym wpisem.

Zapisz się na newsletter!


  • Paweł Reiter

    Ip Man 1 i 2 gorąco
    polecam. Najlepszy film o sztukach walki jaki widziałem.