Chiny

Czy nauka chińskiego dla pieniędzy ma sens?

chinese-language-for-high-school-students.w_hr

Wiele osób zadaje sobie to pytanie i oczekują prostej odpowiedzi. A temat wraca jak bumerang co jakiś czas..

Nie dziwię im się, w polskich mediach co roku są publikowane statystyki zarobków w różnych zawodach i tłumacz języka chińskiego naprawdę ciekawie w nich wypada – praktycznie zawsze jest w okolicach czołowych lokat.

Polacy chcą ładnie zarabiać i nie widzę w tym nic złego, cieszę się i tyle. Warto jednak wiedzieć, że język chiński nie jest dla każdego.

Tak po prostu jest, nie przeskoczysz tego.

Pieniądze nigdy nie będą odpowiednią motywacją do nauczenia się dwóch tysięcy znaków hanzi, które są takim podstawowym zakresem materiału jaki poznasz w trakcie nauki tego języka. Oczywiście nie musisz znać wszystkich na pamięć i umieć je wszystkie napisać o każdej porze dnia i nocy. Ale jednak te liczby robią wrażenie.

Ja nikogo nie zniechęcam, oczywiście możesz próbować – ale czy jest sens?

Audycja zawiera lokowanie Wielkiego Muru Chińskiego

Audycja zawiera lokowanie Wielkiego Muru Chińskiego

Język chiński to nie jest język angielski, którego możesz się nauczyć w bardzo dobrym stopniu od ręki. Bo po prostu chcesz i już, samo idzie.

Nauka chińskiego dla pieniędzy to zupełnie nietrafiony pomysł i na 99% się nie uda. Zostawiam sobie ten jeden procent w razie gdyby ktoś jednak dał radę, wtedy naprawdę czapki z głów i podziwiam.

Ten język jest dla zapaleńców, dla pasjonatów, dla fanów. Dla tych, którzy naprawdę lubią tę kulturę, zakochali się w tym kraju.

Jaki jest sens uczyć się chińskiego, skoro prywatnie masz gdzieś tych skośnookich żółtków pracujących za miskę ryżu?

Żaden.

To po prostu inny świat, dziwny świat.

Czy chciałbyś nauczyć się węgierskiego, bo tłumacz węgierskiego potrafi wyciągnąć ponad 10 tysięcy złotych na miesiąc?

No pewnie, ja też.

A czy dalibyśmy radę to zrobić? Tak po prostu, bo są pieniądze i tyle.

No właśnie…

Jeżeli nie czujesz Chin, to po prostu nie ucz się chińskiego – lepiej na tym wyjdziesz. Zaoszczędzisz czas, pieniądze oraz późniejszy zawód z tego, że się nie udało.

Koszmarne uczucie, znam to.

Nie znasz się, dam radę

Ok, chcesz to próbuj. Nawet ci w tym pomogę, a co.

Czy chiński jest trudny? – Wpis, który też niejako streściłem tutaj na początku. Jednak i tak warto go przeczytać, może wpadnie Ci do głowy coś nowego.

Mówimy po chińsku – Szukasz idealnego podręcznika do nauki chińskiego od podstaw? Już nie musisz, zrobiłem to za Ciebie.

Oprócz podręcznika przyda się też duży słownik, najlepiej taki internetowy z możliwością pobrania na telefon. No, coś takiego też znalazłem – polecam Bohan.


Koniec końców to twój wybór, zrobisz co uważasz za stosowne. Ja jestem uparty, więc próbuję wszystkiego – dzięki temu wynoszę z tego jakieś wnioski i ogółem oceniam swoje każde starania na plus.

Jak dla mnie nauka chińskiego dla pieniędzy nie ma sensu, ale może znajdą się i tacy, którym wielkie zarobki dadzą motywacyjnego kopa i dadzą radę.

Chyba, że mówimy o nauce chińskiego dla pieniędzy połączonej z ogromną pasją i zainteresowaniem na temat Chin – wtedy dasz radę. Albo nie dasz, ale i tak masz większe szanse na to, że kiedyś się nauczysz.

Choć i wtedy nie będzie kolorowo, bo tłumacze chińskiego w Polsce nie mają aż tak dobrze, jakby mogło się wydawać. Lepiej nauczyć się chińskiego i kompletnie nie wiązać przyszłości z tłumaczeniem w Polsce, lepiej na tym wyjdziesz.

Zresztą co ja się znam, przecież ja tylko prowadzę jakiegoś bloga o żółtkach.


Zdjęcia: 1, 2

Zapisz się na newsletter!


  • Przeważnie tego nie robię, ale teraz chciałbym wrzucić Ci w komentarzu linka do mnie. Oczywiście jak coś możesz go wyrzucić i nie ma problemu, doskonale rozumiem 😉

    Wrzucam dlatego, ponieważ opisałem tam moją historię nauki chińskiego i to, że wizja znalezienia dobrej pracy nie jest żadną motywacją. Masz świętą rację, ponieważ kasa tylko przez jakiś czas będzie nas nakręcać. Potem to znienawidzimy.

    http://kondux.pl/jak-uczyc-sie-jezykow-obcych-znam-dwa-skuteczne-sposoby/

    • Nie no, czemu mam wyrzucać. Jak linki dobre, to można i dziesiątkami ładować, byleby znać jakiś umiar. Szczególnie, że dobrze piszesz, więc już w ogóle trzeba zostawić ;P

      No i ten, nauka klasycznego chińskiego – to już coś, naprawdę duże wyzwanie. Szczególnie, że uczysz się czegoś, czego teoretycznie w praktyce nie poćwiczysz, nie spróbujesz ‘na żywo’. Z pewnością to niemałe utrudnienie, ale dla chcącego nie niemożliwe ;]

      • Wielu blogerów wyrzuca wszystkie linki z komentarzy co rozumiem, a ja sam wyrzucam wszystkie niezwiązane z tematem. Dlatego jak już coś wrzucam to muszę być w 110% przekonany, że sam bym taki link zaakceptował. Dzięki 😉

        Tylko ciągle zabieram się za kupienie książki i jakoś nie mogę trafić do tej księgarni 😛 W poniedziałek się wybiorę!
        Ja to chcę robić tylko po to, żeby trollować Chińczyków 😛 Że niby ja taki oczytany, a oni nie kumają 😀

        • Moje Iwonki nieco łagodniejsze od tych kominkowych.

          A na uniwersytecie nie idzie zapisać się na jakieś mini-kursy z klasycznego chińskiego w ramach ciekawostki? Z tego co ktoś pisał w komentarzach na Raporcie z Państwa Środka, to np. uniwerek w Changsha oferował takie coś.

          A skoro w Changsha coś takiego było, to w Shanghai’u też się może znajdzie. Choć tutaj też wiadomo, że to kosztuje, zabiera ileś czasu wolnego itp.

          • Szczerze powiem, że nawet nie wiem czy jest taka możliwość. Jednak nawet gdyby była to nie chciałbym z niej skorzystać. To już moje drugie stypendium i mam teraz zupełnie inne nastawienie niż na pierwszym. Nie jestem takim pilnym studentem jak kiedyś. Gdybym miał ustalone lekcje klasycznego chińskiego to szybko bym przestał na nie chodzić i rzuciłbym całą sprawę w kąt. Ja muszę to pomalutku ogarnąć, po swojemu 🙂

  • U mnie jest z tym trochę po środku. Zaczęłam studia (na których uczę się chińskiego) właśnie dlatego, że stwierdziłam że jest to przyszłościowe i opłacalne. Wcześniej w ogóle nie interesowałam się Azją. Uczę się chińskiego z zainteresowaniem i przyjemnością, bo… po prostu spodobał mi się ten język. Moje studia są ściśle powiązane z kulturą Dalekiego Wschodu, więc codziennie poznaję tamten świat coraz lepiej. I coraz bardziej mi się podoba 🙂 Niezależnie od mojej początkowej motywacji (która dalej działa) myślę, że dobrze wybrałam.

  • Ertix Poke

    A nie lepszy byłby japoński? Dużo bardziej rozwinięty i bogaty kraj, brak komunizmu (oficjalnie, bo tak to są tam pozostałości które jeszcze były za naszych czasów, ale o dziwo im to wychodzi na zdrowie), wielka różnorodność i kolorowość. Poza tym co jeszcze? Manga, anime, otaku – wiadomo, j-pop i j-rock jak dla mnie znacznie lepsze od k-popu. Zdrowa kuchnia, poważni ludzie, ale zbyt zamknięci w sobie. Świetne zaufanie społeczne. W dodatku język bardziej zbliżony do naszych europejskich, i nie jest aż tak egzotyczny jak chiński. Prosta wymowa dla Polaka. No, mam wymieniać dalej?
    Minusem tylko jest bardzo skomplikowana gramatyka, oraz fakt, że na jedno kanji przypada po kilka odczytań, podczas gdy w hanzi 1 znak to przeważnie od jedno do kilku (a nie kilkunastu) czytań.