Chiny

Czy chiński jest trudny?

Czy chiński jest trudny?

Co rok wielu Polaków decyduje się na podjęcie nauki języka chińskiego. Dla większości z nich jest to po prostu kolejny krok naprzód związany z ich zainteresowaniem Państwem Środka. Niemniej jednak nawet w obliczu gigantycznej motywacji każdy z nas prędzej czy później napotka pewne problemy związane z nauką tego języka. Ale czy oznacza to, że chiński jest trudny?

Tak, chiński jest trudny. Podobnie jak angielski, niemiecki, węgierski, koreański czy szwedzki. Każdy język jest trudny, nawet te uważane za najprostsze są trudne. Wszystko rozbija się o naszą motywację oraz metodę nauki – i nie chodzi tutaj o metodę samą w sobie, ale o naszą umiejętność jej swobodnego zmieniania i dostosowywania pod samego siebie.

Tak, nie musisz płacić nie wiadomo ile za kurs w szkole językowej. Mamy 2014 rok i dzięki internetowi masz dostęp do nieskończonej ilości materiałów do nauki jakiegokolwiek języka.

Nie wiesz co poczytać? Wylosuj sobie wpis! – klik

A praktyka? Skype, lang-8 i tysiące tego typu programów i stron z łatwością pozwolą ci na rozmowę w Chińczykiem na miliony tematów. Z roku na rok miliony młodych (lecz nie tylko) Chińczyków chcą się uczyć języków obcych na poważnie (bo bądźmy szczerzy, w państwowych szkołach ich tego nie nauczą – podobnie zresztą jak u nas), zrób więc z tego użytek.

Umów się na wymianę językową – ja Tobie pomogę z angielskim, Ty mi z chińskim. I tyle, naprawdę nie jest to arcytrudne a namierzenie potencjalnego nauczyciela (i ucznia zarazem) trwa kilka minut.

Dobra, może przesadzam. Chiński jest trudny. Jest koszmarny, nauka choćby dwustu znaków przeraża, a to dopiero wierzchołek góry lodowej. Tony skutecznie zniechęcają do nauki, a na pozór łatwa gramatyka często i tak daje w kość. Kocham język chiński.

Wszystko zależy od tego, czemu tak naprawdę chcesz się uczyć chińskiego. Jeżeli interesujesz się Azją, Chiny cię wprost pociągają i marzysz tylko o tym, żeby wybrać się tam na dłużej (na stałe, jea!) – jesteś na dobrej drodze, by opanować język chiński nawet na bardzo zaawansowanym poziomie. Wcześniej oczywiście poświęcisz na to tysiące godzin i nieprzespanych nocy, ale hej – coś za coś.

14453711896_1ed7568c06_h

Zmartwić muszę tych, którzy chcą się nauczyć chińskiego bo można zarobić. To już nie te czasy, że znajomość chińskiego zapewnia nie wiadomo jakie miliony i wysoki standard życia. Zresztą z takim słomianym zapałem nie ma czego szukać – 90% z Was odpadnie po tygodniu takiej prawdziwej nauki języka. Wiecie ile można zarobić na znajomości norweskiego lub fińskiego? A ilu Polaków rocznie się ich uczy? No właśnie…

Ale co sprawia, że chiński może być trudny? Wszystko. Dla jednych będą to tony, dla drugich tysiące znaków do nauki (których sens zależy od pozostałych znaków w zdaniu, bo jeden znak możemy odczytywać na kilka sposobów) a dla innych gramatyka (na pozór łatwa, ale też ma swoje genialne pomysły jak np. klasyfikatory).

Ale nie bójcie się, wszystkiego da się nauczyć. Są osoby, które poprawną (nie bezbłędną, ale poprawną) wymowę tonów łapią po kilku dniach praktyki. Dalej to już tylko latami dochodzą do perfekcji i szpanują nienagannym 馬 i 罵.

Chiński2

Znaków jest dużo, fakt. Ale przecież nikt nie będzie się uczył dwustu znaków na miesiąc. Przynajmniej nie na początku, a i potem taka dawka to już raczej dla zawziętych i zaprawionych w boju sinologów-amatorów.

Pierwszy kontakt z językiem chińskim zaczniecie od kilkudziesięciu znaków, z których to będziecie korzystać już zawsze – podstawy i jeszcze raz podstawy. Potem dojdą kolejne pierdółki typu kolory lub liczby. Na pisanie esejów na temat Konfucjusza przyjdzie jeszcze czas – nie ma się czego bać.

Dodatkowo warto pamiętać o tym, że bardzo duża ilość znaków łączy się, tak więc z jednego znaku jesteśmy w stanie utworzyć jeszcze kilka kolejnych po dodaniu odpowiednich kresek. I już jest to jakaś pomoc. A i same znaki bądź co bądź to nic innego jak swego rodzaju piktogramy, z których można odczytać znaczenie nawet gdy nie znamy znajomości danego znaku.

Oczywiście wymaga to nielada wprawy w takim wymyślaniu/przewidywaniu co dany znak oznacza (na podstawie własnych doświadczeń z chińskim), ale jest to możliwe do wyćwiczenia i czasami może okazać się bardzo pomocne.

Gramatyka? Wiele osób twierdzi, że język chiński ma bardzo prostą gramatykę. Nie jestem ekspertem od języka chińskiego (i nigdy nie będę), ale fakt faktem jest w tym wiele prawdy – chińska gramatyka nie ma wielu elementów gramatyki języków europejskich, przez co może być postrzegana jako ta prostsza. Nie oznacza to jednak tego, że pstrykniemy palcem i od razu poznamy ją od podszewki.

15894031267_1e4cd06b70_k

Chiński jest trudny w takim stopniu, w jakim chcemy żeby był. Jeżeli z góry poddajemy się i nie wierzymy w swoje możliwości, to nic dziwnego, że odpadniemy i nici z nauki. Nie można też być za bardzo pewnym siebie – efekt będzie jeszcze gorszy.

Moja rada? Jeżeli naprawdę umarzyłeś sobie Chiny, to ten kraj jest ci pisany. Co oznacza, że nauczysz się języka na takim poziomie, na jakim chcesz. Nie będzie to łatwe, nie potrwa to roku ani dwóch lat. Nauka będzie bolesna, czasami będziesz nawet płakał. Ale jeżeli nie poddasz się i będziesz dążył do tego, co sobie wymarzyłeś – osiągniesz sukces. Gratulacje.

Chcę zaznaczyć, że nie znam chińskiego (chyba, że podstawy podstaw się liczą). Ogółem moja przygoda z językami azjatyckimi to wspaniały materiał na inny wpis, mam nadzieję już niedługo. Powyższy tekst jest bazowany na mojej własnej opinii, na którą przez lata miały wpływ kontakty z osobami uczącymi się języka chińskiego na wielu poziomach (od początkujących, domowych entuzjastów chińskiego do absolwentów sinologii na polskich uniwersystetach).

Nie jestem nieomylny, ale tego tekstu jestem pewien. Chiński jest trudny. Ale nie jest niemożliwy do nauczenia.


Zdjęcia: 1, 2

Zapisz się na newsletter!


  • Chiński na początku jest całkiem przyjemny do nauki, ale strasznie czasochłonny. Nauka znaków to istna masakra i jeśli chce się to dobrze ogarnąć to trzeba jak w przedszkolu pisać całe kartki tego samego znaczka 😛
    Potem jest już z górki 😉

    • Znaki da radę pokonać właśnie poświęconym czasem, ale rozumienie ze słuchu… to jest dopiero jazda :
      (ale to może tylko ja, fakt faktem słoń mi nadepnął na ucho już dawno)

  • Jeśli chodzi o naukę języków to każdemu odpowiadam tak samo. Wychodzę z założenia, że najlepiej jest się uczyć przez potrzebę. Rozmawiasz z kimś, więc chcesz mu coś powiedzieć, nie wiesz jak, więc sprawdzasz. Wiadomo, że na pewno są jakieś podstawy ale to też moim zdaniem wynikają z potrzeby.

    Spędzanie czasu z Azjatami, czytanie qq nauczyło mnie czytać albo słyszeć niektóre znaki bo wałkowały mi się tonami przed oczami. A z tonami no to już jest cięższa sprawa. Sam mam zamiar zacząć się uczyć chińskiego na poważnie ale chciałbym to robić nativem potem może pójść na Sino, zobaczymy. Btw. nie chcę się reklamować ani nic ale także bardzo interesuje się Dalekim Wschodem i na blogu poruszam tematy z nim związane. Więc jeśli masz chęć sprawdzić to będę bardzo wdzięczny – http://aboutworld.eu/

    Pozdrawiam !

    • Blog znam, siedzisz u mnie w RSSie od czasu wpisu o Kim Jong Unie ;), z którym się w sumie nieco nie zgadzam – ale to w sumie dłuższa dyskusja by była ;P.

      • Bardzo miło mi to słyszeć, na prawdę. Zapraszam na fb czy twitter, chętnie porozmawiam i wymienię się poglądami, bo tak jak wspomniałeś to jest jednak dłuższa dyskusja.

        • To znaczy może nie tyle się nie zgadzam, co chciałbym ugryźć temat od drugiej strony ;). Pod wpisem wrzucę swoje conieco jak mi Internetu wrócą.

  • Zafascynowana chińskimi literami uczyłam się trochę chińskiego, malowałam znaki, zapisałam się na kurs, ale potem się zniechęciłam i zaniechałam. Dlaczego? Bo w Warszawie nie znałam ani jednego Chińczyka, z którym mogłabym porozmawiać, to ile można gadać do ściany? A teraz nie pamiętam już nic, jednego zdania nie sklecę. Został stos książek. Pozdrawiam fanów Azji 🙂

  • Dopiero ‘raczkuję’ w chińskim, bo uczyć się zaczęłam 3 miesiące temu, ale na pewno jest duża bariera zaporowa. Na początku nie byłam w stanie w taki sposób wymawiać słów i ich intonować żeby ktokolwiek mógł mnie zrozumieć, więc nawet jak się czegoś nauczyłam i chciałam tego użyć to kiszka, nic nie rozumieli. Teraz już ok. Ze znaczkami podobnie, na początku zawrót głowy, każdy znaczek inny i jak to zapamiętać. Ale po czasie okazuje się, że te same motywy i schematy się pojwiają w znaczkach więc dużo łatwiej się zapamietuje. Więc uczenie się chińskiego mnie już tak nie przeraża, ale to co trochę obniża moją motywację to fakt, że chyba bardzo trudno potem jest utrzymywać tą znajomość języka jeśli nie używa się go bardzo dużo, bo znaczki z głowy wylatują bardzo szybko mam wrażenie…

  • Głównym problemem jest moim zdaniem homofoniczność. W europejskich językach człowiek po samej długości i melodii wyrazów jest w stanie wywnioskować, że rzecz dotyczy prawa czy medycyny. W językach chińskich wszystko brzmi jednakowo, czy dyskusja o bzdetach, czy poważna naukowa debata. Jeżeli się nie zna słówek, nie wiadomo o co chodzi. Najgorsze jest właśnie to frustrujące uczucie, kiedy słyszy się wszystko wyraźnie, tak że można zapisać w pinyinie, ale nie wiadomo o czym jest mowa. Inna sprawa to inne języki (nazywane dla zmyłki dialektami) – też są frustrujące, bo niezrozumiałe.

  • Franciszek123

    Zapraszam do zapoznania się z ofertą firmy preply! Najlepsze oferty nauka chinskiego na skypa

    http://preply.com/pl/chiński-przez-skype
    Pracowałem z nimi przez ponad rok i zdobyłem cenne doświadczenie! Polecam.

  • Magda Bitner

    Większość z tego to kwestia wrodzonych predyspozycji. Mnie słoń na ucho nadepnął, więc języki tonalne są dla mnie trudne. Ale dla mojej znajomej, której los nie poskąpił talentu muzycznego, tony to pestka. Inną kwestią jest egzotyka języka i występowanie w nim elementów dla nas kompletnie obcych. Mózg nam się po prostu przyzwyczaił do występowania w języku np. pewnych typów dźwięków czy kategorii gramatycznych i kiedy trafiamy na język, w którym występuje sporo elementów, o których istnieniu nie mieliśmy wcześniej pojęcia, zaczynamy panikować.